Koronawirus: lekarze i pracownicy medyczni sięgają po pomoc psychologiczną

07.04.2020
Aktualizacja: 07.04.2020 13:47
Koronawirus: lekarze i pracownicy medyczni sięgają po pomoc psychologiczną
fot. Shutterstock

Mówi się, że są bohaterami w czasie epidemii koronawirusa. Pracownicy służby zdrowia zmagają się nie tylko z brakiem sprzętu i podstawowych środków ochrony. Każdego dnia walczą też ze zmęczeniem, stresem i codziennymi zmartwieniami. Dr Wojciech Sołtys, kierownik Oddziału Psychiatrii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 4 w Bytomiu opowiedział, jak środowisko medyczne działa w silnym stresie.

Lekarze w czasach koronawirusa również potrzebują pomocy

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Bytomiu, na swojej stronie poinformował o uruchomieniu specjalnej linii telefonicznej dla swoich lekarzy, pielęgniarek i pracowników placówek medycznych. Pomoc oferują psycholodzy z oddziału psychiatrii. Każdy może zadzwonić i porozmawiać. – Najczęściej są to rozmowy o tym, jak oswoić lęk i stres. Lekarze boją się o rodziny, o pacjentów, o siebie – podkreśla dr Wojciech Sołtys, kierownik oddziału psychiatrii w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 4 w Bytomiu.

Czy lekarze i pracownicy medyczni sięgają po pomoc psychologiczną ? – Lekarze i pracownicy medyczni jak najbardziej, korzystają z tej pomocy. Tak, jak każdy z nas mają problemy życia codziennego. Chcą wiedzieć, jak rozmawiać o koronawirusie z dziećmi, jak oswajać lęk. Różnie ludzie na ten lęk reagują – podkreśla w rozmowie z Radiem Zet dr Sołtys. 

Szef Oddziału Psychiatrii podkreśla, że w większości z nas z powrotem odrodził się duch solidarności i heroicznej walki o życie innych. – Trzeba się przyznać, że chyba wszyscy zaspaliśmy, ale cały świat nie był w stanie przewidzieć, co się stanie. Nikt nie był gotowy na koronawirusa. Taki okres wstępnej paniki, że nie ma nic i nic nie wiadomo, już chyba minął. Krok po kroku zaczynamy wszyscy działać. Ja jestem bardzo zaskoczony, jako psychiatra dzielną, a nawet heroiczną postawą wielu ludzi, którzy jak pacjent potrzebuje pomocy, to po prostu idą i pomagają. Zmieniamy się, wspieramy, ale też boimy. Myślę, że każdy to rozumie. Potrafimy się do tego przyznać. Mimo że jest bardzo ciężko, to dobrze się pracuje.

A co z wypaleniem zawodowym, czy środowisko medyczne zaczyna odczuwać jakieś pierwsze symptomy? – Powiem tak, jak kiedyś miałem kilka dyżurów z rzędu jeszcze przed pandemią, to było czasami bardzo ciężko, nawet depresyjne, bo człowiek był zmęczony. A teraz tyle się dzieje i tyle jest pracy, że skupiamy się przede wszystkim na pomocy, na tym, co musimy zrobić, jak zabezpieczyć pacjentów. Choć jest to bardzo ciężkie.

To, co się wokół nas dzieje, nie jest już fazą depresji. – Tłumacząc na język nerwicy, to nie jest już problem wypierany i to jest najważniejsze. Społeczeństwo, w tym mam nadzieję też władza – obudzi się. Teraz jesteśmy w tym momencie, gdy już się problem nazywa. Może nastąpić pogorszenie objawów, czyli jest chaos, reorganizacja, jedni się zamykają, drudzy otwierają, inni jeszcze śpią. Ale pocieszające jest to, że coraz więcej ludzi się budzi. A ci, którzy się obudzą, zaczynają działać. Każdy nazywany problem, zostanie rozwiązany. Procedury już są, przestrzegamy ich coraz lepiej. Sprzętu jest coraz więcej, jest bardziej dostępny. Coraz więcej jest naukowych doniesień. Ogarniamy to. Ten grunt jest coraz mniej nieznany. To nie jest jeszcze tak, że wiemy, z czym walczymy. Ale też nie jest tak, że zupełnie nic nie wiemy – podkreśla lekarz. 

Co się dzieje w jednej głowie, odbija się w działaniu powszechnym. – Jeśli nie chcemy, by dalej rządziły nami zamęt, pretensje, złość i strach – nazwijmy je. Przepracujmy, być może z pomocą specjalistów, do czego zachęcam. Jeśli zaczniemy od siebie, to, co wczoraj zdawało się końcem świata, jutro będzie już tylko kolejną chorobą – podsumowuje Wojciech Sołtys.

Infolinia jest czynna między 10:00 a 14:00, ale w miarę zapotrzebowania, działanie infolinii będzie przedłużane.