Koronawirus niszczy cały organizm. Atakuje nie tylko płuca, ale serce, mózg i nerki

01.06.2020
Aktualizacja: 05.11.2020 19:22
Chorzy na COVID-19 w szpitalu
fot. AP/Associated Press/East News

Koronawirus SARS-CoV-2 może prowadzić do wyniszczenia całego organizmu. Okazuje się, że u niektórych osób może atakować nie tylko płuca, ale również serce, nerki, mózg i naczynia krwionośne. 

COVID-19 to choroba atakująca nie tylko płuca, ale niszcząca również serce, mózg, nerki, układ odpornościowy, a nawet układ krwionośny. To między innymi dlatego chorzy tak długo wracają do zdrowia, a potem borykają się z problemami zdrowotnymi, które mogą trwać wiele lat. Takie wnioski płyną z całego świata, od lekarzy, który analizują przypadki chorych zarażonych koronawirusem SARS-CoV-2.

Koronawirus. Kogo dotyczy, kto choruje na Covid-19?

Na całym świecie zarażonych koronawirusem SARS-CoV-2 jest lub było ponad 6 milionów osób, prawie 400 tysięcy osób zmarło (dane na koniec maja 2020 r.). Wiele osób przechodziło zakażenie bezobjawowo lub miało łagodne, niezagrażające życiu symptomy. Jednak u wielu osób choroba ta miała ciężki, powikłany przebieg, nierzadko zakończony śmiercią.
Koronawirus SARS-COV-2 "lubi" wszystkich, bez względu na wiek, płeć, rasę czy stan zdrowia, jednak u pewnych grup osób jest mu łatwiej się "zagnieździć" w organizmie, np. u osób starszych, zwłaszcza mężczyzn, z osłabionym układem odpornościowym, mających problemy z nadciśnieniem lub chorobami serca, otyłych, chorujących na cukrzycę. Okazało się też, że bardziej "wrażliwi na koronawirusa" są Afroamerykanie oraz Azjaci. Być może dużą rolę odgrywają tu czynniki genetyczne.

Objawy koronawirusa. Jest ich dużo, o czym to świadczy?

Początkowo przypuszczano, że koronawirus atakuje tylko płuca, wskazywały na to zaobserwowane objawy, a więc: kaszel, gorączka, duszność lub problemy z oddychaniem. Początkowo w informacjach przygotowywanych przez służby sanitarne i medyczne, wskazywano, że tylko te symptomy mogą świadczyć o infekcji COVID-19. Bardzo często ignorowano osoby, które miały podejrzenia zarażenia koronawirusem, ale ich objawy odbiegały od przyjętej triady objawów: gorączka, kaszel, problemy z oddychaniem.
Jednak dość szybko okazało się, że tych objawów infekcji może być znacznie więcej i nie muszą być one związane tylko i wyłącznie z układem oddechowym. Były to: utrata powonienia i smaku, ból głowy, ból mięśni, ból gardła, dreszcze, konwulsje z dreszczami, a nawet – co okazało się ostatnio – zakrzepica czy problemy z sercem (ostra niewydolność serca), a także splątanie i zaburzenia świadomości.
O czym to świadczy? O tym, że koronawirusa SARS-CoV-2 atakuje nie tylko płuca, ale również mózg, serce, nerki, układ krwionośny, układ odpornościowy, a nawet wątrobę.
– Nigdy wcześniej nie widzieliśmy niczego podobnego – tak (według BBC) brzmi zdanie, najczęściej powtarzane przez brytyjskich lekarzy, opiekujących się ciężko chorymi na COVID-19.

Dlaczego COVID-19 jest takim wyzwaniem dla medycyny?

COVID-19 jest chorobą wieloukładową, atakującą wszystkie tkanki i narządy w organizmie (podobnie jak gruźlica czy borelioza) i jest dla lekarzy ogromnym wyzwaniem, bo:

  1. Nadal nie jest dobrze rozpoznana.
  2. Jej przebieg bywa zaskakujący.
  3. Daje różne objawy, co utrudnia początkową diagnozę.
  4. Nie ma nią skutecznych leków (mamy nadzieję, że to tylko kwestia czasu). Oczywiście pojawiają się pojedyncze doniesienia o lekach czy terapiach, które pomogły choremu lub nie. Jednak aby to potwierdzić, konieczne są szeroko zakrojone i długotrwałe badania kliniczne. Na szczęście takich badań na całym świecie prowadzonych jest bardzo dużo.

COVID-19. Przebieg choroby, dlaczego może być dramatyczny?

Koronawirusa SARS-CoV-2 przenosi się drogą kropelkową (podczas rozmowy czy kaszlu), wirus może również wnikać przez oczy, gdy dotkniemy ich nieumytymi dłońmi. Gdy wniknie przez drogi oddechowe, najczęściej atakuje płuca, prowadząc do zapalenia płuc. Pojawiają się trudności z oddychaniem, co w konsekwencji prowadzi do niedotlenianie pozostałych narządów i tkanek, pogarszając ich kondycję. Jeśli organizm nie poradzi sobie z zapaleniem płuc, może ono być śmiertelne – w istocie jest to jedna z głównych przyczyn zgonów związanych z COVID-19.

Zobacz takżeLek na koronawirusa to ibuprofen?

Jednak niedotlenienie całego organizmu, czy stan zapalny w płucach, to nie jedyne problemy, z którymi muszą się zmagać osoby zarażone koronawirusem. Problemem są choroby współistniejące, zwłaszcza te, które osłabiają naczynia krwionośne, a więc nadciśnienie tętnicze, miażdżyca, cukrzyca, choroby serca. Dlaczego właśnie one? Być może ma to związek z ACE2, czyli enzymem konwertującym angiotensynę 2. Okazało się, enzym ten, który w normalnych warunkach działa przeciwzapalnie i chroni organizm przed ciężkim uszkodzeniem wywołanym, np. infekcją wirusową, niestety ułatwia koronawirusowi SARS-CoV-2 wnikanie do organizmu. Kiedy ten wirus łączy się z białkiem ACE2, uniemożliwia temu enzymowi prawidłowe działanie, prawdopodobnie zmniejszając ochronę przeciwzapalną, którą on zapewnia. Tak więc wirus SARS-CoV-2 może działać jak podwójne uderzenie, bezpośrednio uszkadzając komórki i uniemożliwiając organizmowi ochronę tkanek przed stanem zapalnym.
Jest jeszcze jedna, bardzo ważna kwestia. Koronawirus SARS-CoV-2 może wywoływać tzw. burzę cytokinową, czyli nadmierną reakcję układu odpornościowego na kontakt z patogenem, np. wirusem lub bakterią, co konsekwencji może skończyć się atakiem komórek odpornościowych na \"własne\" narządy wewnętrzne organizmu, w tym serce, nerki, wątrobę, układ krwionośny.

Szerzej to opisuję w artykule: Burza cytokinowa – czy to z jej powodu umierają osoby zarażone koronawirusem? 

Zakrzepy w narządach – kolejne bardzo poważne powikłanie zakażenia koronawirusem

Najnowsze badanie holenderskich naukowców wskazuje na jeszcze jeden ogromny problem związany z koronawirusem SARS-CoV-2. Chodzi o zakrzepy, które prawdopodobnie związane są ze stanem zapalnym wyściółki naczyń krwionośnych oraz z podwyższonym poziomem budulca skrzepów – fibrynogenu. Zdrowa osoba ma w litrze krwi od 2 do 5 gramów fibrynogenu, podczas gdy u chorych na COVID-19 stwierdzano nawet kilkanaście gramów na litr. Inne związane z krzepnięciem białko (D-dimer), zamiast typowych dziesiątek czy setek jednostek, może osiągać poziom kilkudziesięciu tysięcy jednostek. Holendrzy zauważyli, że 38 proc. chorych z ciężkim przebiegiem COVID-19 miało komplikacje związane z zakrzepami.

Szczególnie intrygującym przykładem jest opisywana na łamach "Science" tak zwana "happy hypoxia", co w wolnym przekładzie można nazywać "szczęśliwym niedotlenieniem". Pacjent cierpiący na tę dolegliwość, czuje się bardzo dobrze, zachowuje się normalnie... ale to tylko pozory, bo w rzeczywistości poziom wysycenia hemoglobiny w jego krwi tlenem (saturacja) jest niższy niż standardowe 95 proc. Bywa, że saturacja wynosi znacznie mniej niż 80 proc., co normalnie oznacza utratę przytomności, a nawet zagrożenie życia. Lekarze przypuszczają, że przyczyną tego zjawiska mogą być właśnie zakrzepy krwi w płucach.
Inne badania, opisywane m.in. na łamach "Nature" wskazują, że zakrzepy są obecne również w innych narządach, m.in. nerkach, jelitach, wątrobie czy w mózgu. W przypadku mózgu najcięższym powikłaniem spowodowanym najprawdopodobniej przez zakrzepy w naczyniach mózgowych jest udar, do którego - jak zwracał uwagę "New England Journal of Medicine" - dochodzi nawet u młodych pacjentów. Pierwsze chińskie i amerykańskie badania sugerowały, że do udaru dochodzi u 2-5 proc. pacjentów, kolejne wskazywały na 1 proc. Niestety w przypadku udarów u osób zakażonych śmiertelność jest znacznie wyższa niż w przypadku udarów u osób niezakażonych.

Źródło: PAP/ Science/ Nature/ ScienceAlert/ NEJM