Koronawirus: powrót do szkoły to "eksperyment na dzieciach"

14.08.2020
Aktualizacja: 14.08.2020 12:08
Koronawirus: rozprzestrzenianie się SARS-CoV-2 w szkołach.
fot. Shutterstock

Od września dzieci mają wrócić do szkoły, a liczba zakażonych koronawirusem wzrasta nie tylko Polsce, ale i na świecie. Eksperci twierdzą, że szkoły mogą być "idealnym" miejscem na roznoszenie nowego wirusa SARS-CoV-2.  

Widzieliśmy, jak COVID-19 rozprzestrzenia się od marca, niczym pożar w lasach. Ogniska najszybciej pojawiały się w szkołach, kościołach i innych miejscach publicznych. Teraz gdy wiele szkół jest ponownie otwieranych, rodzice wstrzymują oddech.

Eksperci twierdzą, że szkoły muszą wdrożyć środki zapobiegawcze, takie jak fizyczna odległość, noszenie maseczek i naprzemienne harmonogramy zajęć, aby zmniejszyć ryzyko rozprzestrzeniania się COVID-19. Dodają, że istotnym czynnikiem jest również liczba zakażonych w mieście, w którym znajduje się szkoła.

– Szacuje się, że w szkole, w której uczy się 1000 uczniów, pierwszego dnia może pojawić się od 10 do 15 uczniów, którzy są zarażeni, co jest dość reprezentatywne dla typowej szkoły średniej –  mówił w rozmowie z Healthline dr Marybeth Sexton z oddziału chorób zakaźnych na Uniwersytecie Emory w Gruzji. –  Jeśli nie ma obowiązujących przepisów dotyczących noszenia maseczek i utrzymania dystansu, każda z tych osób zaraża dwie do trzech innych osób i tak po kolei. Bardzo szybko dojdzie do sytuacji, w której będzie trzeba zamknąć szkoły –  podkreśla dalej.

To może zadziałać podobnie, jak na obozach. Przez całe wakacje docierają do na informacje o nowych zakażeniach. Przypomnijmy – sanepid w Małopolsce potwierdził pierwsze zakażania u uczestników i opiekunek obozu artystycznego, który zorganizowany był w Rabce Zdroju. Kolejny przypadek COVID-19 wykryto u jednego z pracowników kolonii w Poroninie. Wyjazdy dla młodzieży okazał się masowym rozsadnikiem koronawirusa. Podobnie może to zadziałać w szkołach.

Zobacz też: Piszkowice. Nowe ognisko koronawirusa. Wśród zakażonych są dzieci

– Szkoła to obszar, w którym gromadzi się wiele osób, gdzie są krzyki i wrzaski oraz bliski kontakt – powiedziała w rozmowie z portalem dr Maureen Miller, epidemiolog chorób zakaźnych i adiunkt w Columbia's Mailman School of Public Health w Nowym Jorku.

– Jeśli osoba ma osłabioną odporność, przebywa na małej przestrzeni, która nie jest dobrze wentylowana i nikt nie nosi maseczek. Wtedy naprawdę można zarazić całą klasę, jeśli przypadek mamy w szkole – dodaje specjalista. 

– Powrót dzieci do szkół to ogromny eksperyment, w którym zaryzykujemy nasze dzieci, aby zobaczyć, co się stanie – dodała Miller. To decyzja, która sprawia, że wszyscy zastanawiają się, jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość.

Eksperci powtarzają, że pomóc mogą maseczki, dystans fizyczny i mniejsze rozmiary klas. – Szczegóły mają znaczenie – podkreślił dr Michael S. Saag, profesor medycyny na wydziale chorób zakaźnych na Uniwersytecie Alabama w Birmingham.

– Utrzymywanie dystansu w klasie i na korytarzach oraz pozostawanie w domu każdego, kto źle się poczuje. Idealnie byłoby, gdyby przeprowadzono testy na wejściu, ale nie jest to wykonalne – dodał.

Jak to wygląda w Polsce? Minister edukacji Dariusz Piontkowski w wywiadzie z "Super Expressem" powiedział: "Gdyby pojawiło się zwiększone zagrożenie, to przewidujemy możliwość dodatkowych obostrzeń. Wtedy być może będzie trzeba nosić maseczkę na korytarzu szkolnym lub w pokoju nauczycielskimi. Zaznaczył, że decyzję taką podejmować ma powiatowy inspektor sanitarny.

Póki co nie ma wytycznych, dotyczących powrotu dzieci do szkół od 1 września. Dariusz Piontkowski uważa, że: "wytyczne wydają się tak proste, że nie wymagają gigantycznych nakładów. Sprzątanie szkół, zachowanie higieny, mycie rąk i wietrzenie sal nie wywołują dodatkowych i poważnych działań samorządowców".

Przeczytaj więcej: Powrót do szkół. Nowe zasady nauczania, w każdej szkole izolatka

Źródło: healthline.com; Super Express