Zamknij

Odpowiedź immunologiczna w COVID-19 ważniejsza od ilości przeciwciał

25.01.2021
Aktualizacja: 25.01.2021 11:45
Koronawirus a przeciwciała
fot. Shutterstock

W kontekście COVID-19 pojawia się dużo obaw na temat nagłego spadku odporności. Ekspert z dziedziny biologii uspokaja – spadek przeciwciał nie oznacza, że tracimy odporność.

– Poziom przeciwciał po przechorowaniu COVID-19 spada z czasem, ale to nie znaczy, że tracimy odporność – tłumaczył PAP ekspert w dziedzinie biologii medycznej i badań naukowych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu dr hab. Piotr Rzymski. To m.in. dlatego, że liczba komórek B pamięci, umożliwiających ponowne wytworzenie przeciwciał, nie zmienia się przynajmniej przez pół roku po chorobie.

Mutacja wirusa i odporność

Szybko mutujący wirus SARS-CoV-2 spowodował obawy o spadek odporności i narażenie się na większe ryzyko zarażeń. Ekspert przestrzega przed tak szybki łączeniem informacji. Naukowe analizy pokazują, że to nie są tak proste zależności. – Wraz z wykryciem nowych wariantów SARS-CoV-2 z charakterystycznymi układami mutacji świat wstrzymał oddech. Czy to oznacza reinfekcje u ozdrowieńców? Czy opracowane szczepionki nie będą już skuteczne? Świat nauki nie próżnuje, odpowiadając na rozmaite tego typu pytania wynikami badań, ale te różnią się metodologią i analizowanymi parametrami. W związku z tym nie można wyciągać definitywnych wniosków ze wstępnych analiz – wyjaśnił dr hab. Piotr Rzymski.

Duża liczba testów skupia się na analizie poziomu przeciwciał w surowicy i badaniu, jaką mają skuteczność w neutralizacji wirusa z różnymi mutacjami. – Są to oczywiście bardzo istotne badania, ale nie pozwalają na uzyskanie pełnego obrazu sytuacji, która ma miejsce u osoby, która przechorowała bądź została zaszczepiona – wskazał.

Wiemy już, że poziom przeciwciał po przechorowaniu COVID-19 zależy od przebiegu choroby i spada wraz z czasem – u ozdrowieńców potrafi on spaść nawet o połowę w ciągu 2 miesięcy. Nie jest to równoznaczne ze spadkiem odporności.

– Ale to nie oznacza przecież, że tak szybko tracimy odporność. Ta, wyzwolona przez chorobę i szczepionki, nie może zostać w pełni oceniona tylko na takiej podstawie. Po pierwsze, są jeszcze limfocyty T-cytotoksyczne, które atakują zainfekowane wirusem komórki i które obserwuje się zarówno u ozdrowieńców, jak i zaszczepionych. Po drugie, powstają komórki B pamięci, których funkcją jest przechowywanie informacji dotyczących konkretnych antygenów, w tym przypadku białek wirusa. To one umożliwiają bardzo szybką produkcję przeciwciał, gdy spotkamy się ponownie z wirusem. Dzięki badaniom, opublikowanym niedawno w czasopiśmie +Nature+, wiemy, że liczba tych niezwykle istotnych komórek nie zmienia się przez 6 miesięcy po przejściu choroby – podkreślił. Dodał, że – To bardzo dobra informacja. Bardzo możliwe, że ich liczba pozostaje stała znacznie dłużej, ale to po prostu najdłuższy czas obserwacji, jaki dotychczas udało się przeprowadzić.

Są dobre wieści na temat odporności na koronawirusa

Rzymski podkreślił, że przypadki ponownych i autentycznie prawdziwych reinfekcji są rzadkie. Jak mówił, "gdyby odporność na koronawirusa była naprawdę krótka, to przy obecnej dynamice pandemii powinniśmy obserwować ich znacznie więcej".

– Ale to jeszcze nie koniec dobrych wieści. Z przeprowadzonych badań wynika również, że wspomniane limfocyty B są w stanie wyprodukować przeciwciała, które skutecznie odpowiadają na zmiany w białku S, wynikające z mutacji budzących ostatnio niepokój. Należy do nich m.in. E484K, która występuje w tzw. afrykańskim wariancie koronawirusa i budził najwięcej obaw. Mutacja ta polega na zamianie pojedynczego aminokwasu w domenie wiążącej receptor białka S. A to właśnie ono jest antygenem szczepionkowym, to wobec niego wywoływana jest odpowiedź immunologiczna po wakcynacji. Co więcej, gra przeciwciał atakuje właśnie wspomnianą domenę – podkreślił.

W publikacji w "Nature" ekspert podkreślił, że te wyniki są dobrą wiadomością, ponieważ, nawet jeżeli niektóre wyniki testów wskazują, że mutacja E494K może zmniejszać skuteczność przeciwciał już wyprodukowanych i cyrkulujących w surowicy, to niekoniecznie już nowej partii przeciwciał, która zostaje wyprodukowana w momencie, gdy dochodzi do spotkania z wirusem.

Profesor uważa, że kolejne wyniki badania przeprowadzone na limfocytach osób zaszczepionych, jeżeli dadzą potwierdzenie, „to będziemy mogli odetchnąć”. – Można więc mówić o swoistej +ewolucji+ przeciwciał. Jak to w ogóle możliwe? Dzieje się tak za sprawą pęcherzykowych komórek dendrytycznych, które znajdują się w grudkach rozrodczych tkanki limfatycznej. Ich funkcją jest prezentowanie obcego antygenu, np. białka S koronawirusa, przez długi czas i wysyłanie sygnałów chemicznych przywołujących limfocyty B. Te z kolei mogą się wtenczas +szkolić+ w zakresie produkcji i selekcji nowych i usprawnionych przeciwciał, które mogą sobie poradzić również z mutacjami koronawirusa – powiedział.

Warto też pamiętać, że sytuacja jest przez cały czas monitorowana. Jeżeli pojawi się nowe zagrożenie, wprowadzone preparaty też będę modyfikowane. – Tak czy owak: to, że sytuacja zmian w materiale genetycznym SARS-CoV-2 jest pod taką bezprecedensową, lupą powinno nas również uspokajać. Owszem, na skutek tego media podają raz po razie informacje o kolejnych wariantach czy mutacjach, ale z drugiej strony, jeżeli tylko pojawi się coś, co naprawdę będzie zagrażało opracowanym szczepionkom, to zostanie wychwycone szybko i od razu będzie można zareagować, modyfikując dostępne w użyciu preparaty – podkreślił.

Źródło: PAP