Wirusolog dr hab. Tomasz Dzieciątkowski wyjaśnia, skąd nagły wzrost zakażeń

30.10.2020
Aktualizacja: 30.10.2020 14:13
Pandemia: co wpłynęło na wzrost zachorowań.
fot. Shutterstock

Resort zdrowia codziennie informuje o wzrostach zachorowań. W listopadzie sytuacja może się pogorszyć nie tylko ze względu na koronawirusa SARS-CoV-2, ale również wirusy grypy. Obecną sytuację ocenił wirusolog dr hab.Tomasz Dzieciątkowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

  • Wirusolog dr hab. Tomasz Dzieciątkowski podaje, jakie są główne przyczyny wzrostu zakażeń w Polsce. Podkreśla, że na zwiększoną transmisję wirusa złożyło się kilka czynników, m.in. nienoszenie maseczek przez Polaków w okresie letnim. 

Czego można się spodziewać w najbliższym czasie? – Pandemia nie wyhamowuje. Trudno powiedzieć, kiedy nastąpi spadek zakażeń – mówi wirusolog. Wyraża też sprzeciw wobec zaproponowanych przez rząd obostrzeń mających na celu walkę z epidemią koronawirusa.

Koronawirus: skąd taki wzrost zakażeń?

SARS-CoV-2 cały czas się zmienia. W tej chwili najczęstszą mutacją funkcjonująca wśród populacji, zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych, jest mutacja D614G, która zwiększa prawdopodobieństwo jego transmisji. Ma jednak mniejszą śmiertelność. Natomiast nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaka będzie kolejna mutacja wirusa – uważa wirusolog.

– Po pierwsze: podczas wakacji Polacy przestali nosić maseczki, zachowywać dystans. Po drugie: we wrześniu dzieci poszły do szkoły, co jednak nie zostało dopracowane pod względem praktycznym. Cała odpowiedzialność została przerzucona na dyrektorów szkół, którzy nie mieli wiedzy na temat rozprzestrzeniania się wirusa. Uważam, że dzieci powinny nosić maseczki w szkołach. Niestety w placówkach nie było takiego obowiązku. Po trzecie: ludzie po wakacjach wrócili do normalnego trybu życia, przestali przestrzegać podstawowych zasad epidemiologicznych. Wszystkie te działania mogły się przyczynić do zwiększenia liczby zakażeń – powiedział Dzieciątkowski.

Wirusolog uważa też, że obostrzenia zostały wprowadzone przez rząd za późno. – Należy zadać pytanie, dlaczego wprowadzono je zbyt późno, dlaczego sporą ich część zniesiono w maju i czerwcu, skoro nie było ku temu żadnych podstaw epidemiologicznych – tłumaczył Dzieciątkowski.

Dodał, że wprowadzenie kolejnego lockdownu, według niego nie ma sensu. – Zamknięcie społeczeństwa na 4-6 tygodni w mieszkaniach nie jest dobrym rozwiązaniem. Nie wiem, za co ludzie mieliby wtedy żyć. Owszem, podczas lockdownu liczba zakażeń drastycznie spadnie. Nic nam to jednak nie da, gdyż prędzej czy później wrócimy do normalnej aktywności życiowej. Nasza odporność będzie identyczna, jak na początku pandemii. Tak samo będziemy podatni na zakażenie, a więc po tym czasie liczba zakażeń znów może zacząć rosnąć – wyjaśnił Dzieciątkowski.

Według specjalisty w chwili, gdy nie mamy leku i szczepionki, to pomóc mogą tylko działania niefarmakologiczne. – Trzeba zachowywać dystans, nosić maseczki, myć ręce. Osoby zakażone powinny przestrzegać zasad kwarantanny i izolacji - powiedział wirusolog. - Powinniśmy nastawić się na masowe testowanie społeczeństwa. Pozwoli nam to "wyłowić" z populacji osoby będące potencjalnym źródłem zakażeń dla innych. Niestety, wśród polskiego rządu, masowe testowanie jest mało popularne. A wszystko dlatego, że potrzeba na to wysokich nakładów finansowych – dodał.

– Należy pamiętać, że tylko suma działań pojedynczych ludzi, może podczas pandemii, wpłynąć na jej ograniczenie – wyjaśnił Dzieciątkowski.

Źródło: Medexpress

To może cię zainteresować: