Zamknij

Dlaczego covid to nie grypa i ja się nie zgadzam na koniec pandemii

19.09.2022 12:35

COVID-19 przeszłam już trzy razy i każdy, pomimo rosnącej historii zachorowań, szczepień i rzekomo lżejszych wariantów koronawirusa, wyglądał mniej więcej tak samo: nokaut. To jaki to koniec pandemii?

Covid to nie grypa
fot. Shutterstock

Nie mogę stać, nie mogę leżeć, siedzieć też nie za bardzo, poleguję. Chcę spać, ale nie mogę zasnąć, jakby specjalnie cucił mnie na tortury. Wszystko mnie boli i pisząc „wszystko”, mam na myśli naprawdę każdy centymetr ciała. Męczą mnie malaryczne dreszcze, choć na termometrze zaledwie 37,2. Zaraz eksploduje mi głowa, oczy najchętniej sama wydłubałabym sobie łyżką do lodów. Błagam o szklankę wody, ale koniecznie z syropem malinowym, bo sama mnie mdli. Nawet nie protestuję, gdy córka podaje mi zimny kompres z pieluchy jednorazowej zamiast tetrowej.

Leżę tak więc z mokrym pampersem na głowie i myślę, że ja się nie zgadzam na koniec pandemii. No bo co dalej? Wy sobie będzie raz na kilka miesięcy popijać mleko z miodem, a my? Bo zakładam, że nie ja jedna z SARS-CoV-2 czołgam się do łazienki. I to pomimo przechorowania, ba, nawet dwukrotnie!, szczepienia wszystkimi dostępnymi dla mnie dawkami, po dwóch latach pandemii, gdy podobno mamy do czynienia z lżejszymi wariantami koronawirusa.

Nie zgadzam się na narrację, że „covid to grypa”. Po pierwsze, grypę w życiu przeszłam raz, a COVID-19, tylko w ostatnich dwóch latach – już trzy razy. Po drugie, dla ciebie to „grypa”, dla kolegi „zwykłe przeziębienie”, a mnie zawsze nokautuje tak samo. Lewym prostym. COVID-19 może i będzie jak grypa, gdy szczepionka będzie sezonowa i ogólnodostępna, czyli zamawiana z wyprzedzeniem w odpowiednich ilościach. Dopiero wtedy też możemy rozmawiać o końcu pandemii.