Zamknij

COVID-19 atakuje dzieci. Prof. Kuchar: liczba zakażeń jest niedoszacowana

02.12.2021 12:14
COVID-19 coraz częściej atakuje najmłodszych. Wypowiedź eksperta
fot. Shutterstock

Ekspert alarmuje: rośnie liczba zakażeń COVID-19 wśród dzieci i młodzieży. Najmłodsi pacjenci przechodzą zakażenie wirusem coraz ciężej i często trafiają do szpitala. Dlaczego czwarta fala pandemii jest tak groźna dla dzieci i jak je chronić? 

  1. Jaka jest przyczyna wzrostu zakażeń wśród dzieci?
  2. Ekspert: ponad 90 proc. zachorowań wywołuje u nas wariant Delta
  3. Zakażeń może być więcej niż pokazują oficjalne dane
  4. Przeziębienie a COVID-19. Na co rodzice powinni zwrócić uwagę?

Na oddziały covidowe trafia coraz więcej dzieci. Małych pacjentów przybywa, a COVID-19 powoduje u nich coraz poważniejsze powikłania. Sposobem na uchronienie dziecka przed ciężkim przebiegiem choroby jest szczepionka. Szczepienia dzieci w wieku 5-11 lat rozpoczną się w Polsce w połowie grudnia. To szansa na zahamowanie czwartej fali pandemii, która okazała się wyjątkowo niebezpieczna dla dzieci.

Jak ocenić ciężkość zakażenia i w jaki sposób możemy minimalizować liczbę zachorowań wśród dzieci? Na te pytania w rozmowie z PAP odpowiedział prof. Ernest Kuchar z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii. Ekspert przestrzega, że wśród dzieci i młodzieży liczba zakażeń wirusem jest niedoszacowana „wręcz dramatycznie”.

Jaka jest przyczyna wzrostu zakażeń wśród dzieci?

Czwarta fala pandemii różni się od innych. Na początku pandemii wirus atakował głównie starsze osoby, teraz stanowi zagrożenie również dla najmłodszych pacjentów,

Jak twierdzi prof. Ernest Kuchar – W czwartej fali zachorowania wyraźnie przeniosły się na dzieci oraz młodych dorosłych i nie ma w tym nic zaskakującego. Podobnie było w innych krajach. W Izraelu, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych obserwowano to samo zjawisko. Z tego, że te młodsza populacja w znacznej części jeszcze nie chorowała, nie jest szczepiona i pozostała wrażliwa na zakażenie koronawirusem. Osoby starsze i w wieku produkcyjnym w znacznym odsetku już przechorowały COVID-19 lub zostały zaszczepione, wirusowi pozostała zatem młodsza populacja. Dzieci były wcześniej przez nas chronione, pozostawały w domach, a szkoły i przedszkola były zamknięte, zatem dotąd rzadko chorowały.

Ekspert: ponad 90 proc. zachorowań wywołuje u nas wariant Delta

Prof. Ernest Kuchar przyznał, że w przypadku wariantu Delta znacznie szybciej dochodzi do zakażenia. Problemem jest również brak wprowadzenia restrykcji, które pomogłyby zahamować pandemię.

Jak przyznaje specjalista – ponad 90 proc. zachorowań wywołuje u nas wariant Delta. Szkoły i przedszkola są otwarte – nic zatem dziwnego, że dzieci zarażają się nagminnie. I z tego tylko względu, przy tym samym odsetku powikłań więcej z nich trafia do szpitala. U nas tak wielu pacjentów jeszcze nie było.

Zakażeń może być więcej niż pokazują oficjalne dane

Niestety, trudno kontrolować rozprzestrzenianie się wirusa wśród dzieci bez wprowadzania ograniczeń i w sytuacji, gdy wszystkie placówki edukacyjne działają. Prof. Ernest Kuchar przestrzega – Moim zdaniem liczba zakażeń SARS-CoV-2 wśród dzieci i młodzieży jest wręcz dramatycznie niedoszacowana. W przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej zazwyczaj nie ma możliwości testowania, kiedy dziecko przychodzi na przykład z objawami przeziębieniowymi lub tylko z gorączką – mówi prof. Kuchar.

Dzieci, które hospitalizujemy, początkowo rzadko kiedy były podejrzewane o COVID-19, leczono je z powodu kataru i przeziębienia lub zapalenia płuc. Dopiero jak nie było poprawy i przebieg choroby okazał się cięższy, niż oczekiwano, zrobiono test na SARS-CoV-2 i dziecko trafiło do szpitala, albo test wykonaliśmy dopiero w szpitalu. Gdy stan dziecka się poprawia, nikt testu już nie robi – dodaje profesor

Przeziębienie a COVID-19. Na co rodzice powinni zwrócić uwagę?

COVID-19 początkowo może przebiegać u dziecka tak jak inne choroby, na które dzieci są narażone jesienią i zimą. Ze względu na niejednoznaczne objawy, w wielu przypadkach test wykonuje się bardzo późno, co utrudnia leczenie. Jakie sygnały powinny być alarmujące dla rodziców?

Jak mówi prof. Ernest Kuchar – Trzeba pamiętać, że to zakażenie może przebiegać jak zwykła infekcja dróg oddechowych, a czasem przewodu pokarmowego. To nie jest tak, że jak nie ma gorączki, to na pewno nie ma Covidu. To bzdura. Dzieci na ogół chorują łagodnie – i całe szczęście, ale niektóre z nich mogą chorować równie ciężko jak dorośli. Są dwie główne grupy pacjentów. Jedna to niemowlęta, drugą tworzą nastolatki od 12. roku życia, zwykle z otyłością, a zatem z klasycznym czynnikiem ryzyka.

Ekspert przestrzega – W obecnej sytuacji epidemicznej każdy objaw ze strony układu oddechowego może sugerować COVID-19. Wcale nie musi być upośledzenia węchu, zresztą niemowlak i małe dziecko o tym nie powie. Poza tym wirus Delta rzadziej powoduje zaburzenia węchowe niż wcześniejsze warianty. Trzeba zachować w tym wszystkim zdrowy rozsadek. Decydujące znaczenie ma wywiad obciążony czynnikami ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19, a z badań możliwych do wykonania w domu raczej saturacja tlenem, niż temperatura ciała. Bo dziecko może przechodzić COVID-19 łagodnie i nawet wysoko nie gorączkuje, ma jednak zajęte płuca, w RTG płuc wychodzi mleczna szyba, a saturacja ledwie przekracza 80 proc. Namawiam do szerszego używania pulsoksymetrów. Gdy jest w szkole, to zastanowiłbym się, czy w ogóle posyłać tam dziecko, czy to ma sens – radzi specjalista.

Ważna jest stała obserwacja stanu zdrowia dzieci. Oprócz podania szczepionek dzieciom rodzice mogą również wpłynąć na zahamowanie wzrostu zakażeń poprzez wprowadzanie dzieciom krótkiej kwarantanny nawet wtedy, gdy u dzieci wystąpi jedynie katar. Każda, nawet łagodna dolegliwość może być jednym z objawów koronawirusa. W przypadku bezobjawowego przebiegu COVID-19 ryzyko zakażenia jest dużo niższe.

Źródło: PAP