Polski fotograf wygrał z COVID-19. Opisuje objawy i przebieg leczenia

18.08.2020 11:25
Test na COVID-19
fot. Shutterstock

''Nie będę nikogo pouczał choć czytając komentarze chciałoby się odpisać hejterom, którzy kompletnie nie mają pojęcia jak to wygląda. Nie życzę im źle ale wiem, że zmienią zdanie jak oni albo ktoś z ich bliskich zachoruje.  Nam się udało. Będziemy odporni pewnie przez następnych parę miesięcy''. Polski fotograf opisał 5-tygodniową walkę z COVID-19.

Bartłomiej Jurecki, znany polski fotograf związany z ''Tygodnikiem Podhalańskim'' i agencją Getty Images Poland, 13 lipca napisał w mediach społecznościowych: ''Niestety ja, moja mama i żona zachorowaliśmy na Covid-19. Nie chcę siać paniki ani nikogo instruować ale proszę Was, nie bądźcie ignorantami i dbajcie o swoje bezpieczeństwo w dalszym ciągu.'' 

Po wielu tygodniach Jurecki opublikował kolejny wpis, w którym opowiada o zmaganiach z chorobą COVID-19. 

''5 tygodni i jeden dzień. Covid-19 pokonany''

- Długo zastanawiałem się w jaki sposób opowiedzieć Państwu o mojej przygodzie z tym wirusem. Pamiętam dzień w którym dowiedziałem się, że ja i moi bliscy zaraziliśmy się - zaczyna swój wpis Bartłomiej Jurecki. - Dziś, kiedy dowiedziałem się że mój drugi pod rząd test jest ujemny już mogę zacząć odpowiadać na te pytania. Wcześniej nie byłem w stanie już słuchać, czytać i myśleć o tym wirusie. Dopadła mnie.. hmm nie wiem jak to profesjonalnie powiedzieć. Ale nadmiar tego wirusa, kiedy jeszcze byłem zdrowy i lęk przed tym żeby się nie zarazić a potem już sama choroba. To ciężkie przeżycie. Myśl i strach przed tym, że nie tylko ja choruje ale też moi najbliżsi była strasznie paraliżująca - opisuje Jurecki.

Fotograf w obszernym wpisie analizuje ponad 5 tygodni walki z chorobą wywoływaną przez koronawirusa SARS-CoV-2. Zdaniem Jureckiego najgorsze były ''pierwsze 1.5 do 2 tygodni''. W tym czasie mężczyzna cierpiał z powodu zmian temperatury ciała, która ''skakała'' między 35 a 38°C i powodowała ciągłe poty, dreszcze, mężczyźnie towarzyszył też ciągły kaszel nie dający spokoju.

Jurecki opisuje, że w kolejnym tygodniu stracił węch.

- To ciekawe uczucie, kiedy wącha się swoje ulubione perfumy i nie wyczuwa się zapachu. Tak jakby nagle straciły swoje największe zalety - stwierdza znany fotograf.

Jak wyglądało leczenie COVID-19? Okazuje się, że nie ma specjalnego leku, który podaje się chorym w podobnej sytuacji. Bartłomiej Jurecki opisuje proces leczenia bardzo szczegółowo:

''Codziennie dzwoniła do nas sympatyczna i bardzo przejęta Pani ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Wiedziała o nas wszystko i o naszych dolegliwościach również. Doradzała nam jakie lekarstwa powinniśmy zażywać. Paracetamol jak gorączka przekraczała 38, na ból głowy Panadol, syrop Pini na kaszel, przy mocnym bólu gardła jakieś tabletki do ssania. Wiedziałem, że nie ma lekarstwa bezpośrednio na tego wirusa, więc leczyliśmy się tak jakby to była grypa. W głowie jednak gdzieś ten wirus cały czas nie dawał spokoju. Wręcz przeciwnie. Pierwsze 3 tygodnie musiałem dodatkowo leczyć swój brzuch, który z nadmiaru stresu nie wytrzymywał. Jakbym miał opisać co było objawem który mi najbardziej przeszkadzał to wybrałbym chyba słabość. Częste zawroty głowy spowodowane wcześniejszymi objawami były dość uciążliwe. Kolejną rzeczą która nieustannie towarzyszyła mi podczas tej choroby były nocne poty. Pobudka między 2-3 w nocy i zmiana koszulek z tych przemoczonych na suchą. Taki własnie objaw jest u większości moich pacjentów. Mówiła nam nasza pani doktor. Po kilku tygodniach kiedy zadzwoniła zapytać czy już się dobrze czuje powiedziała, że musi jeszcze zadzwonić do prawie 700 pacjentów, więc musi kończyć. Kilka dni później zadzwoniła znowu się pożegnać ponieważ jest taka masa chorych, że zmienili system i każdy pacjent od teraz musi się kontaktować na własną rękę ze swoim lekarzem rodzinnym.'' 

Kontrola na kwarantannie

Wiele osób zastanawia się, jak wygląda życie na kwarantannie. Czy osoby chore, które przebywają w odosobnieniu są w jakikolwiek sposób monitorowane? Jak sprawdza się ich obecność w domu? Bartłomiej Jurecki dokładnie opisał te procedury:

''Codziennie przyjeżdżał dzielnicowy sprawdzić czy jesteśmy w domu. Nie wchodził do środka z wiadomych względów ale trzeba mu było pomachać z okienka. To była jedna z nielicznych atrakcji izolacji domowej. Panowie z policji zawsze uśmiechali się szeroko i machali. Często też pytali jak się czujemy i czy czegoś nie potrzebujemy. To było miłe. W ciągu dnia kilka razy trzeba sobie zrobić selfie i wysłać na aplikację kwarantanna, która nie raz mocno się dobija do naszego telefonu.'' 

Źródło: facebook.com/bartlomiejjurecki