Lekarz uwięziony w raju. Utknął w Honolulu na czas pandemii [wywiad]

20.05.2020
Aktualizacja: 21.05.2020 16:43
Adrian Smędowski, polski lekarz w Honolulu w czasie pandemii.
fot. Archiwum własne

Polski okulista, Adrian Smędowski, który na co dzień pracuje w Śląskim Uniwersytecie Medycznym, przez koronawirusa SARS-Cov-2 utknął w Honolulu. Wyjechał na konferencję naukową, z której nie miał już jak wrócić. Z powodu pandemii do dziś przebywa 12 tysięcy kilometrów od domu, a to wywróciło jego życie do góry nogami. Okulista w rozmowie z Radiem Zet opowiedział też o tym, jak chronić oczy przed koronawirusem.

  • Dr n. med. Adrian Smędowski, ekspert portalu ZnanyLekarz.pl, od lutego przebywa w Honolulu, nadal nie ma możliwości powrotu do kraju. W rozmowie z Radiem Zet opowiedział, jak to wpłynęło na jego życie. 
  • Z punktu widzenia lekarza opowiedział, od czego zależy przebieg koronawirusa SARS-Cov-2 w danym miejscu.
  • Polski lekarz mimo odcięcia od kraju, nie zrezygnował jednak z konsultacji medycznych i prowadzi je online.

Wiktoria Dróżka: Polski lekarz na czas pandemii utknął w Honolulu. Mowa o panu. Niecodzienna sytuacja. Jak do tego doszło?

Dr n. med. Adrian Smędowski: Cała moja historia rozpoczęła się na początku lutego, kiedy sytuacja nie była tak zaostrzona – nie były zamknięte granice, nie było ograniczonych lotów. Głównie dlatego nie spodziewałem się tak drastycznego rozwoju sytuacji. Jednocześnie w tym czasie zostałem zaproszony na konferencję naukową w San Francisco, która porusza tematykę jaskry. A to mój główny obszar zainteresowania w pracy lekarza-okulisty.

Dodatkowo po konferencji miałem możliwość odbycia miesięcznego stażu w Honolulu. Był on zaplanowany do 15 marca. Natomiast 13 marca otrzymałem informację, że wszystkie loty zostały odwołane, bo zamknięto granice w Europie.

Sytuacja rozwijała się i nadal rozwija się bardzo dynamicznie. Otwarcie granic i ruchu lotniczego jest ciągle przesuwane. Tak naprawdę nie wiemy, kiedy loty faktycznie zostaną przywrócone. Ku mojemu szczęściu bądź nieszczęściu, przebywam od lutego w Honolulu.

Staram się ludziom w jakiś sposób uświadomić, że do każdych warunków jesteśmy się w stanie dostosować. Głównie dlatego moja historia została tak rozpowszechniona.

Do Honolulu wybierał się pan na początku lutego. Czy jako lekarz miał pan obawy, myśli, że to jest ryzykowne i może nie należy wyjeżdżać?

W mojej pracy – głównie naukowej – dużo podróżuję i chyba nie do końca zdawałem sobie sprawę, że sytuacja może się tak rozwinąć. Nic nie zapowiadało takiego rozwoju sytuacji. Na lotnisku było tylko przesiewowe mierzenie temperatury. Nie odczuwałem, że to jest już stan wyjątkowy.

Nie jestem przerażony, staram się podchodzić do tego racjonalnie. Rozumiem, zarówno głosy osób, które wypowiadają się, bagatelizując trochę problem, ponieważ być może to ich bezpośrednio nie dotknęło. Natomiast, z drugiej strony wiem, że nie jest to sytuacja łatwa. Niestety, nie jest to powszechny wirus, jak np. grypy.

Poza tym, w moim bezpośrednim otoczeniu – rodzinnym, jak i przyjaciół, znajomych bardzo wiele osób ucierpiało z powodu koronawirusa. Część z nich była hospitalizowana, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, wielu moich  znajomych, mieszkających w Nowym Yorku, straciło bliskich. Będąc z nimi w kontakcie, jednego dnia otrzymałem informację od znajomego, który jednego dnia stracił osiem osób, w różnym przedziale wiekowym. Dlatego też uważam, że zagrożenie jest realne, aczkolwiek do wszystkiego trzeba podchodzić racjonalnie. Nie jestem przerażony, ale podchodzą z respektem do pandemii. 

Myślę, że profilaktyka, czy obostrzenia sanitarne, nie kosztują nas wiele, a mogą pomóc nauczyć się kontrolować koronawirusa SARS-Cov-2, czy też zminimalizować ryzyko.

Nie zapowiada się sytuacja, żeby wirus miał nas opuścić. Myślę, że głosy mówiące o tym, że będziemy musieli nauczyć się z nim żyć – są bardzo realne. Dlatego pewna świadomość, którą ta epidemia nas uczy, może być bardzo cenna.

Ma pan szansę, na podstawie swojej wiedzy, doświadczenia i osobistych obserwacji, porównać sytuację pandemii w Polsce i w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego na Hawajach przebieg pandemii jest spokojniejszy niż w naszym kraju?

Faktycznie, obserwując statystyki, tych przypadków na Hawajach nie ma aż tak dużo. Również jest bardzo mało zgonów – jest ich bodajże 14. A wszystkich przypadków zarażeń jest ok. 800. Oczywiście jest też mniejsza populacja, co też trzeba wziąć pod uwagę. 

Natomiast ciekawe jest to, że dynamika tych nowych przypadków, faktycznie jest dużo wolniejsza. Myślę, że wynika to z tego, że ograniczenia i reżim sanitarny, został tutaj wprowadzony bardzo wcześnie, gdy tych przypadków było bardzo mało. Jednak doświadczenie z innych stanów, szczególnie z Nowego Yorku, napawało władze lokalne dużym przerażeniem. Tu obostrzenia takie, jak w Polsce wprowadzono, gdy było 10 przypadków zakażeń na wszystkich wyspach.

Myślę, że to jeden z czynników, który powoduje, że ta dynamika zachorowań jest dość niska. Kolejnym czynnikiem mogą być warunki atmosferyczne – jest tutaj bardzo gorąco i wilgotno. Są postulaty, mówiące o tym, że nie są to warunki, które sprzyjają zachorowaniom i chorobotwórczości tego wirusa.

Jak wiemy też z przeszłości, zarówno wirusy SARS i MERS w okresie letnim samoczynnie się wyeliminowały. Kolejnym czynnikiem jest reżim sanitarny. Płyny do dezynfekcji są rozstawione na każdym kroku w przestrzeni publicznej – w metrze, w centrach handlowych, w sklepach, w bibliotekach. Faktycznie ludzie ich używają. Jest to pewien nawyk, który sprawił, że liczna zachorowań na COVID-19 jest tutaj mniejsza.

Tak czy inaczej, przypadki zachorowań występują – Hawaje są turystycznym rejonem, dlatego ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa było bardzo wysokie. Jednak ruch turystyczny został tu wstrzymany bardzo wcześnie.

Czy można twierdzić, że w Polsce wszelkie obostrzenia zostały wprowadzone za późno?

Czy zostały wprowadzone zbyt późno? – ciężko powiedzieć. W naszym przypadku ta dynamika trochę inaczej się rozwijała, ponieważ w Polsce przypadki zaczęły pojawiać się dość wcześnie. Były odnotowane już w lutym. Natomiast na Hawajach pierwsze przypadki raportowano w połowie marca. Myślę, że dało to czas władzom lokalnym na obserwowanie sytuacji w innych krajach i stanach. 

Myślę, że ryzykownie byłoby powiedzenie, że u nas te ograniczenia zostały wprowadzone zbyt późno. Nie mieliśmy jeszcze na tym etapie takiego doświadczenia i obserwacji, jakie miały władze tutaj. Dodatkowo należy wziąć pod uwagę populację – w krajach, gdzie jest większa liczba ludności i jest to cięższe do kontrolowania.

Zobacz też:  GIS: nowe rekomendacje dla osób noszących okulary i soczewki kontaktowe

Odnosząc się do pana specjalizacji, chciałam się dowiedzieć więcej o profilaktyce oczu w czasie pojawienia się SARS-Cov-2. Jak powinniśmy chronić oczy przed koronawirusem? Czy sugestie, że nie powinno się teraz nosić soczewek, są słuszne?

Jeżeli chodzi o profilaktykę oczu związanych z koronawirusem, na ten temat jest również bardzo dużo opinii. Ja spośród szumu informacyjnego, który pojawia się w sieci, staram się jednak bazować na profesjonalnych i sprawdzonych opiniach, algorytmach, zaleceniach. Głównie jest to Amerykańska Akademia Okulistyki, Polskie Towarzystwo Okulistyczne, gdzie faktycznie te zalecenia są sprecyzowane. Soczewki kontaktowe są zawsze czynnikiem ryzyka infekcji wirusa czy bakterii, ponieważ jest to w pewnym sensie ciało obce, które powoduje mikrourazy. Tym samym otwiera wrota do zakażeń, dlatego uważam, że w sytuacji zagrożenia epidemiologicznego warto zrezygnować z soczewek i zamienić je na okulary, które takiego ryzyka nie stwarzają.

Osoby, które muszą nosić soczewki, bo mają bardzo dużą wadę wzroku, czy różnicę miedzy oczami, powinny zwrócić szczególną uwagę na reżim sanitarny, czyli dokładne mycie rąk, często wymianę soczewek.

Ponadto z innych aspektów – wszyscy teraz przerzuciliśmy się na pracę przy komputerze, dlatego należy dbać o właściwe nawilżenie oka. Suche oko może zwiększać ryzyko infekcji, szczególnie jak długo siedzimy przed monitorem komputera. W takich warunkach rzadziej mrugamy, dlatego tym bardziej powinniśmy stosować krople do oczu, cz też filtry w okularach lub na monitorze. Należy też wykonywać ćwiczenia akomodacji, co pomoże niwelować uczucie napięcia oka. Należy robić sobie przerwy przy tej formie pracy, spojrzeć przez okno, aby rozluźnić mięśnie, odpowiadające za akomodację w oku.

Domyślam się, że ten czas spędzony w Honolulu, gdy mamy do czynienia z pandemią, jest bardzo trudny. Jak pan sobie z radzi z sytuacją zupełnego odseparowania do kraju i bliskich?

Nieodzowną pomocą są tutaj wszelkie możliwości połączenia, szczególnie video. Z moją rodziną, znajomymi staram się być w stałym kontakcie, aczkolwiek nie jest to proste, zważywszy na 12 godzin różnicy czasu. Każdego dnia mobilizuję do działania, planując pewien rytm swojego dnia. Zaczynam wcześnie rano ok. 5:30-6:00. To pozwala mi złapać kontakt z bliskimi w Polsce, chociaż na parę godzin.

Swój dzień rozpoczynam od konsultacji on-line pacjentów, ponieważ w takiej formie mam możliwość utrzymywania z nimi kontaktu. Prowadzę też zajęcia ze studentami w formie e-learningu. Staram się nie marnować czasu, pobytu tutaj – dokształcam się, uczestniczę w różnych konferencjach on-line, webinarach. Sam prowadzę wykłady, jeżeli jest taka możliwość, czytam artykuły, aby być na bieżąco w tematach, którymi się zajmuję.

Natomiast z osobistej strony – nie jest to łatwe. Przeszkadza bardzo duża niepewność. Nie mogę się nastawiać na żadną datę powrotu, bo nie wiadomo, kiedy loty będą wznowione. Z dużą pomocą przychodzi na pewno rodzina i przyjaciele. Śmieją się też, że nie jest to najgorsze miejsce na przebywanie na pandemii. Jest to oczywiście prawda – miejsce jest piękne. Natomiast spędzając tutaj nieplanowany czas, perspektywa odbioru się zmienia. Mimo to staram się być pozytywnej myśli. Myślę, że taka sytuacja może dać też wiele przemyśleń.

Być może po powrocie będzie pan w stanie inaczej spojrzeć na wiele spraw, np. docenić nasz kraj i służbę zdrowia.

Myślę, że już jestem na tym etapie. Wiele rzeczy, których nie doceniałem, bądź nie zauważałem wcześniej, obecnie już doceniam. Nawet, będąc zmęczonym, po wielogodzinnym dyżurze w normalnych warunkach, mając kontakt z pacjentami, narzekając, że jestem zmęczony, na tym etapie chciałbym do tego powrócić.

Pozostaje mi życzyć szybkiego powrotu do kraju.