Alan Andersz o wypadku: pół roku chodziłem bez kawałka czaszki

07.11.2019
Aktualizacja: 07.11.2019 20:39
Alan Andersz w Radiu ZET

- Mam w głowie plastik i dziesięć tytanowych klipsów - poinformował na wstępie Alan Andersz w audycji Michała Figurskiego "NieZŁY pacjent w Radiu ZET". 

18 lutego 2012 roku aktor Alan Andersz na urodzinach kolegi, aktora Antoniego Królikowskiego, uległ poważnemu wypadkowi. Po kłótni z jednym z uczestników imprezy spadł ze schodów, uderzając głową w doniczkę. "Krwiak nadtwardówkowy, krwiak podtwardówkowy, przesunięcie osi mózgu, wklęśnienie mózgu, wylew" - wymienia dziś jednym tchem.

Operacja na otwartym mózgu

Po wypadku sześć dni spał. Choć obrażenia były bardzo rozległe, ze szpitala wyszedł szybko, po niespełna dwóch tygodniach. Tempo regeneracji organizmu zszokowało samego chirurga. "Lekarz, który mnie operował, ósmego dnia mojego pobytu w szpitalu, był w szoku. Moim rodzicom powiedział, że mogą się zacząć uśmiechać" - mówił Alan Andersz w Radiu ZET, z trudem powstrzymując wzruszenie.

Obecny w studiu Radia ZET neurochirurg dr Grzegorz Turek potwierdził, że, biorąc pod uwagę charakter obrażeń, powrót aktora do zdrowia był ekspresowy. Ekspert przybliżył także tajniki zabiegu:

- Przy tak rozległym urazie wykonujemy tzw. zabieg kraniotomii odbarczającej, który polega na odbarczeniu mózgu poprzez zdjęcie kości czaszki. Usuwamy tzw. ciasnotę wewnątrzczaszkową, dajemy możliwość powrotu prawidłowego przepływu czaszkowego. Jest to ostatni zabieg ratujący życie - podkreślił dr Grzegorz Turek w rozmowie z Michałem Figurskim.

I choć wydawać by się mogło, że to w zasadzie koniec historii, to był dopiero początek.

Będzie jak ma być

- Pół roku chodziłem bez czaszki. Potem miałem pierwszą plastykę na fragmencie mojej czaszki. Coś się nie udało. Po półtora roku druga operacja, na inne mocowania. Tam już jechałem w zupełnie innym nastroju. Szalałem, skakałem po stole, dopóki mi nie podali czegoś na uspokojenie - przyznał Alan Andersz w audycji "NieZŁY pacjent w Radiu ZET".

Gdy drugi zabieg przymocowania kości czaszki się nie powiódł, do problemów natury chirurgicznej, doszły problemy natury psychicznej. "Po drugiej plastyce miałem podejrzenia, że coś jest nie tak. Pojechałem do kumpla, rozryczałem mu się w furze, powiedział: będzie dobrze. Wiem, że chciał dobrze, ale efekt był taki, że pojechałem do kolejnego neurochirurga i usłyszałem: operacja. Nie wierzę w coś takiego jak "będzie dobrze". Będzie jak ma być" - mówił gorzko Alan Andersz w Radiu ZET.

I choć czaszkę udało się w końcu zamknąć za pomocą kranioprastu, chirurgicznej "modeliny", która twardnieje po nałożeniu na kość, po pięciu latach od wypadku Alan Andersz był w tak złym stanie psychicznym, że musiał zgłosić się do terapeuty z powodu stanów depresyjnych.

Dziś ma dla wszystkich ważne przesłanie: "Pół roku po wypadku odezwał się do mnie nieznajomy człowiek: jak będziesz chciał pogadać, to mam to samo. Samochód mu spadł na czaszkę. Nikt nie był mi w stanie pomóc tak jak on. Znajomili mówili: baliśmy się. Pytałem: czego się bałeś? Że ślina mi będzie ciekła z ust? Antek Królikowski, po latach, bo nie mieliśmy kontaktu, powiedział ważną rzecz: myśleliśmy, że nie przeżyjesz, a jak się obudziłeś, to odetchnęliśmy z ulgą. A to był ten moment, kiedy najbardziej nas potrzebowałeś. Teraz nieustannie powtarzam: masz kumpla w szpitalu z czymkolwiek? Na siłę tam wjeżdżaj".

Jeśli masz jakieś pytania dotyczące omawianych w programie chorób lub innych, o których chciałbyś usłyszeć w naszej audycji, napisz do nas na adres: niezlypacjent@radiozet.pl

Audycji Michała Figurskiego „NieZŁY pacjent w Radiu ZET” możecie słuchać w każdy wtorek, w godzinach 21-23.