Zamknij

Są przytomni i wykonują zadania. Dr Dziedzic o niezwykłych operacjach mózgu

07.01.2021
Aktualizacja: 07.01.2021 09:45
Operacja mózgu
fot. Shutterstock

Operacja mózgu w znieczuleniu miejscowym to mocne przeżycie. Neurochirug dr Tomasz Dziedzic krok po korku przeprowadza nas przez tę procedurę, tłumacząc, co się wokół nas dzieje i dlaczego pacjentka z otwartym mózgiem dzierga na drutach.

Pacjenci, którzy dowiadują się, że potrzebują operacji mózgu, są przerażeni. Gdy słyszą, że będzie to operacja w znieczuleniu miejscowym, muszą być sparaliżowani ze strachu. Jak wygląda pierwsza rozmowa?

Pierwszym szokiem jest fakt, że w ogóle będą mieć operację. Rozmowa dotyczy operacji mózgu jako takiej. Dopiero później rozmawiamy, jak ta operacja będzie wyglądała. To jest proces, cykl rozmów, który zajmuje około tygodnia.

Jakie są wskazania do operacji mózgu w znieczuleniu miejscowym?

Wskazaniem do leczenia operacyjnego w znieczuleniu miejscowym najczęściej jest guz mózgu, najczęściej o radiologicznych cechach glejaka. Niekiedy w znieczuleniu miejscowym operujemy również pacjentów z powodu padaczki lekoopornej, wtedy są to zmiany typu naczyniak jamisty bądź dysplazja korowa w okolicy ośrodków ważnych czynnościowo. Głównym wskazaniem do znieczulenia miejscowego są zmiany położone w bliskości ośrodków mowy. Na podstawie obrazu anatomicznego nie wiemy, gdzie te ośrodki dokładnie się znajdują, mniej więcej tylko jesteśmy w stanie określić ich położenie. U większości z nas jest to lewa półkula mózgu.

Zdarza się, że pacjent nie wyraża zgody na znieczulenie miejscowe?

Większość pacjentów początkowo sceptycznie podchodzi do tego pomysłu, ale kiedy tłumaczymy, dlaczego to robimy, że chodzi o ochronę ważnych funkcji mózgu, to stopniowo przekonują się do takiego rozwiązania.

tomasz_dziedzic
fot. Dr Tomasz Dziedzic/arch. prywatne

Jak wygląda przygotowanie do zabiegu?

Na tydzień przed operacją pacjent jest przyjmowany do szpitala. Musi nam bardzo zaufać. Ten czas jest nam potrzebny na zdobycie tego zaufania. Pokazuję pacjentowi, jak to będzie wyglądało krok po kroku, od momentu gdy wjedzie na blok operacyjny, do chwili, gdy wróci na swoją salę. Jeżeli jest taka potrzeba, zjeżdżamy na blok operacyjny, żeby pacjent zapoznał się z otoczeniem. Puszczam też filmy z poprzednich operacji, żeby pokazać, że byli inni, którzy przez to przeszli. Za dużą część przygotowania odpowiadają nasi neuropsycholodzy, którzy pracują nad przygotowaniem mentalnym. Ćwiczą też zadania, które będą wykonywane w trakcie operacji.

Jakie zadania na przykład?

Koncentrujemy się głównie na śródoperacyjnej ocenie funkcji mowy. Klasycznym zadaniem jest nazywanie przedmiotów na obrazkach. Musimy to wcześniej przećwiczyć, żeby mieć pewność, że pacjent jest w stanie nazwać wszystkie obrazki poza blokiem operacyjnym. Ćwiczone jest także rozumienie tekstu i czytanie.

W sieci znaleźć można filmiki, jak pacjent gra na skrzypcach w trakcie operacji mózgu czy na przykład nadziewa oliwki. Tego typu zadania też są wykonywane?

Dobór testów uzależniamy od pacjenta. Jeśli pacjent mówi na przykład w kilku językach, to zadania możemy zrobić w języku polskim, angielskim, francuskim, włoskim. Mamy również pacjentów, którzy grają na instrumentach. Akurat skrzypce, na których gra się obiema rękami, nie są dobrym przykładem, bo wyłączając możliwość gry na skrzypcach, nie wiemy, czy wyłączyliśmy umiejętność gry na skrzypcach, czy funkcję ruchową w ogóle. Wymiernym testem jest na przykład gra na instrumencie klawiszowym jedną ręką. Mieliśmy też pacjentkę, której bardzo zależało na zachowaniu umiejętności robienia na drutach. W trakcie stymulacji powierzchni mózgu elektrodą podniosła ręce z drutami, ale nie wiedziała jaki ruch wykonać. Pytamy, na czym pacjentowi najbardziej zależy i tego ośrodka szukamy, żeby go nie uszkodzić.

Pacjenci są na silnych lekach uspokajających?

Z definicji nie podajemy żadnych leków uspokajających. Ani w dniach poprzedzających operację, ani w dniu zabiegu. Musimy mieć pewność, że pacjent jest w pełni przytomny. Wszyscy, których zoperowaliśmy do tej pory, dali radę bez tych leków.

Jakie sytuacje mogą wystąpić w trakcie operacji, których pacjent może się przestraszyć, ale tak naprawdę groźne nie są?

To, czego każdy pacjent się boi, to ból. Ostrzykujemy skórę środkiem przeciwbólowym, podajemy też leki dożylne. Może pojawiać się dyskomfort, ale na pewno nie będzie to ból. Pierwszym momentem, w którym pacjent może się przestraszyć, jest moment otwierania czaszki. Pacjenci zgłaszali, że słyszeli hałas, taki jak na stacji metra, odczuwali też lekkie wibracje. Trochę jak u stomatologa. Drugim stresującym momentem jest stymulacja mózgu, gdy pojawiają się zaburzenia mowy. Pacjent widzi psa lub kota, ale nie jest w stanie nazwać tego, co widzi. Albo stymulujemy korę odpowiedzialną za ruch i pojawia się mimowolny skurcz ręki bądź różne wrażenia czuciowe. Trwa to jednak zaledwie kilka sekund. Z moich rozmów z pacjentami wynika, że wszystko inne jest niezauważalne.

Jak długo trwa taka operacja?

To zależy od wielkości zmiany i obszaru mózgu, jaki będziemy stymulować. Zawsze nastawiamy się na 5-6 godzin.

Pięć godzin bez ruchu to ciężko nawet telewizję oglądać! Państwo są wytrenowani, a pacjent? Można się napić, coś zjeść, oddać mocz?

Długo zajmuje nam samo przygotowanie na bloku operacyjnym. Jeśli pacjent jest w znieczuleniu ogólnym, to ułożenie go na stole trwa jakieś 10 minut. Tutaj musimy mieć pewność, że pozycja jest maksymalnie wygodna dla pacjenta, ale też, zapewnia zarówno chirurgowi jak i anestezjologowi dobry dostęp do pacjenta. Znalezienie kompromisu pomiędzy neurochirurgiem, pacjentem, a anestezjologiem czasem zajmuje nawet godzinę. Pacjent leży najczęściej na boku. Głowa jest unieruchomiona, dzięki czemu możemy korzystać z neuronawigacji, czyli komputera, który pomaga w orientacji anatomicznej. Pozycję ciała można jednak delikatnie zmieniać, o ile wcześniej się nam to zasygnalizuje. Przed operacją zakładany jest cewnik, więc problem toalety odpada. Jeść w trakcie operacji nie można, ale pić niewielkie ilości niegazowanej wody - owszem.

Ze słomki? Ktoś na prośbę to picie podaje?

Ręce są wolne, pacjent sam może się napić. Najwygodniejsza jest tzw. woda z dziubkiem.

Głowa jest unieruchomiona, czyli nie ma ryzyka, że się poruszymy i "coś zepsujemy"?

Pacjent nie musi się o nic martwić. Ułożenie, umocowanie głowy - to wszystko jest maksymalnie bezpieczne.

Jakieś dodatkowe "straszności" typu widok krwi? Mózg odbijający się w lampie?

Nie ma takiej możliwości. Pole operacyjne jest obłożone, twarz - osłonięta. Pacjent widzi neuropsychologa i anestezjologa. Nie ma żadnych luster, lamp, żeby coś się mogło odbijać. Pola operacyjnego nie widać na pewno.

Sytuacja awaryjna typu atak paniki?

To, czego my się obawiamy, to napad padaczkowy. Ale mamy na to rozwiązanie - procedurę, która ma ten napad padaczkowy zatrzymać. Natomiast jeśli chodzi o napad paniki, to takiej sytuacji nigdy nie było. Wynika to z dobrego przygotowania i tego, że podczas operacji pacjent nigdy nie czuje się sam. Gdy wjeżdżamy na blok operacyjny, to wiemy, że da radę. Natomiast zdarzają się momenty kryzysowe, gdy pacjent jest bardzo zmęczony, ma dość. Możemy wtedy zrobić 15-minutową przerwę i dać się chwilę zdrzemnąć. Za to po operacji wszyscy są bardzo głodni. Ponieważ jest to znieczulenie miejscowe, to niewielki posiłek można zjeść od razu. Po operacji pacjenci są w na tyle dobrej formie, że sami wstają ze stołu operacyjnego i przechodzą na łóżko.

Słowo otuchy na koniec?

Pacjent wybiera muzykę, która będzie nam towarzyszyła w trakcie operacji.