Groźny wirus potajemnie sprowadzony do Francji. Naukowy skandal roku?

zdrowie.radiozet.pl

09.03.2017 11:47 09.03.2017 12:01

Wirus nCoV, uważany za bardziej śmiercionośny niż SARS, w podejrzanych okolicznościach znalazł się w posiadaniu francuskich naukowców. Sprawa wyszła na jaw po pojawieniu się informacji w jednej z gazet w Korei Południowej. W Paryżu rozpoczęto śledztwo w tej sprawie. 

Wirus nCoV (MERS-CoV) należy do rodziny koronawirusów. To jeden z najnowszych zarazków, jakie udało się poznać naukowcom. Ostatni raz zaatakował w maju 2015 roku w Korei Południowej.

Według francuskiego dziennika "Le Parisien", jeden z badaczy pracujących w renomowanym Instytucie Pasteura sprowadził nielegalnie do Francji 3 próbki groźnych drobnoustrojów. Umieścił je w niebieskich pojemnikach na kosmetyki, które 11 października 2015 roku wniósł na pokład samolotu lecącego z Seulu do Paryża.

Przez ponad tydzień od momentu, kiedy próbki z wirusem nCoV pojawiły się na terytorium Francji, mikroby były przechowywane w nieodpowiednich warunkach w zwykłej szafce należącej do instytutu. Po tym czasie dyrekcja placówki zdecydowała się na zniszczenie próbek.

Wielu europejskich naukowców nie kryje oburzenia skandalicznym zachowaniem francuskich badaczy i wykazaniem się skrajną nieodpowiedzialnością, zagrażającą zdrowiu i życiu wielu ludzi.

Zagrożenie biologiczne we Francji?

Według francuskiego urzędu ds. bezpieczeństwa leków ANSM, decyzja władz Instytutu Pasteura była niezgodna z protokołem dotyczącym bezpieczeństwa biologicznego i mogła narazić obywateli na spore niebezpieczeństwo.

Ze względu na to, że wirus nCoV jest śmiertelnie niebezpieczny i może powodować ciężką infekcję dróg oddechowych oraz niewydolność nerek, można go traktować jak broń biologiczną, dlatego zachowanie odpowiednich standardów jest warunkiem koniecznym do tego, by badać jego działanie.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oraz Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) ustaliły, że od 2014 z powodu infekcji wirusem MERS-CoV zachorowało w sumie ponad 800 osób, stwierdzono 353 zgonów a tysiące potencjalnych nosicieli groźnego mikroba objęto kwarantanną.

Statystycznie 38 proc. zarażonych osób umiera w krótkim czasie od ataku wirusa, dlatego uważa się go za większe zagrożenie niż SARS. Do tej pory nie udało się opracować żadnej szczepionki ani leku, który mógłby ograniczyć ryzyko infekcji.

Według badaczy wirus może być przenoszony m.in. przez wielbłądy. Obecność nCoV stwierdzono m.in. w wydzielinie z dróg oddechowych, mleku a także moczu i kale tych zwierząt.

Taka hipoteza wyjaśniałaby, dlaczego wiele przypadków zachorowań spowodowanych działaniem tego drobnoustroju zaobserwowano na Bliskim Wschodzie. Chorobę powodującą ciężką niewydolność oddechową oraz upośledzającą pracę nerek określa się mianem MERS, czyli tzw. Bliskowschodnim Syndromem Oddechowym. Do tej pory nie udało się jednak ustalić, w jaki sposób nCoV zaatakował w Korei Południowej, gdzie doszło do ostatniej fali infekcji.

Objawy zarażenia wirusem nCov (MERS-CoV)

Początkowo chorzy skarżą się na dolegliwości przypominające objawy zwykłej grypy. Pojawia się u nich:

  • duszność
  • kaszel
  • gorączka
  • infekcja dróg oddechowych/zapalenie płuc
  • problemy z układem pokarmowym (biegunka, wymioty, bóle brzucha)

Poza podstawowymi zasadami dotyczącymi higieny osobistej, częstego mycia rąk oraz unikania kontaktu z osobami zarażonymi lub zwierzętami, które mogą być nosicielami wirusa, nie ma oficjalnych informacji na temat tego, jak uniknąć śmiertelnie niebezpiecznej infekcji.

fot. East News/Phanie

Wirus MERS-CoV po raz pierwszy pojawił się na świecie w 2012 roku. Atakował głównie na Bliskim Wschodzie. Zarażeni pacjenci pochodzili również m.in. z USA, Korei Południowej, Malezji, Filipin, Algierii, Tunezji oraz Niemiec, Austrii, Holandii, Wielkiej Brytanii, Grecji, Francji i Włoch.

______

Redakcja zdrowie.radiozet.pl/π