Jak udzielić pierwszej pomocy psychologicznej?

12.10.2016 18:34

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia co czwarty człowiek na świecie może mieć problemy ze zdrowiem psychicznym na różnych etapach życia. Co 40 sekund ktoś popełnia samobójstwo. Jeśli umielibyśmy pomóc załamanym, wielu ludzi przechodzących załamanie nerwowe mogłoby jeszcze żyć. 

Jak udzielić pierwszej pomocy psychologicznej?

fot. Jak udzielić pierwszej pomocy psychologicznej?

Instrukcje udzielania pierwszej pomocy są niemal powszechnie dostępne. Każdy z nas lepiej lub gorzej zdaje sobie sprawę z tego, co robić, jeśli dojdzie do sytuacji zagrażającej życiu. Nie zawsze potrafimy wykorzystać teoretyczną wiedzę w praktyce, ale mamy przynajmniej świadomość, że jeśli ktoś się poważnie skaleczy, dostanie ataku serca, nieszczęśliwie zadławi lub stanie się ofiarą wypadku, powinniśmy jak najprędzej ratować poszkodowanych lub przynajmniej zaalarmować pogotowie.

W miarę dobrze radzimy sobie w sytuacjach życia lub śmierci. Zero-jedynkowe rozwiązania wbrew pozorom pozostawiają nam ograniczone pole manewru. Co robić, jeśli jednak najbliższa nam osoba nagle zupełnie się zmieni swoje zachowanie? Nie wzywa się przecież pogotowia do ataku płaczu, nawet jeśli zauważamy w nim początki histerii. Jak pomóc ludziom, którzy sami nie do końca rozumieją, dlaczego targają nimi silne emocje?

Nie każdy ma umiejętność dzielenia się swoimi przeżyciami z drugą osobą, choć to najlepszy sposób na to, by pokonać lęk i nabrać pewności, że jesteśmy w stanie podołać wszystkim wyzwaniom. Tempo życia sprawia, że nie mamy czasu na zastanowienie się nad tym, czy decyzje, które podejmujemy pod wpływem tego, co przynosi nam los, są właściwe. Kiedy nagle traci się sens codziennej egzystencji, trudno powrócić do stanu równowagi umożliwiającego nam normalne relacje z innymi. Co robić, by skutecznie wyeliminować tego typu problemy?

5 zasad udzielania wsparcia osobom mającym problemy psychiczne:

hands-598146_1280
fot. geralt, Pixaby.com, CC0 Public Domain

1. Rozmawiaj, rozmawiaj i jeszcze raz rozmawiaj - tylko wyjaśnienie, na czym polega nasz problem i z jakimi emocjami musimy sobie dać radę może być receptą na poprawę nastroju chorego.

2. Słuchaj, nie oceniaj. Jeśli nie zdobędziemy zaufania drugiej strony, nigdy nie będziemy w stanie skutecznie naprawdę komuś pomóc.

3. Bądź otwarty - im łatwiej będzie nam pokonać barierę komunikacyjną, tym będzie nam łatwiej zrozumieć, w czym tkwi problem.

4. Jeśli widzisz taką potrzebę i sam jesteś bezradny, zachęcaj chorego do wizyty u specjalisty - psychologa, psychiatry lub rozmowy z lepiej wykwalifikowaną w danym zakresie osobą.

5. Pozwól rozładować emocje - wypłakać się, wykrzyczeć wszystko, co drugiej osobie leży na sercu. Im mniej niedomówień, tym szybciej uda się Wam porozumieć i wyjaśnić, że każdą sytuację da się naprawić lub po prostu zaakceptować dany problem i nauczyć się z nim żyć.

Medyczna sala samobójców

doctor-1149149_1280
fot. Unsplash, pixaby.com, CC0 Public Domain

Według danych Amerykańskiej Fundacji Zapobiegania Samobójstwom grupą, wśród której odnotowuje się w ostatnich latach tendencję do najgwałtowniejszego wzrostu wskaźnika samobójstw są... studenci medycyny i stażyści rozpoczynający pracę w szpitalach.

Mogłoby się wydawać, że w statystykach tych będą przodować targani sprzecznymi emocjami nastolatkowie oraz ludzie nieradzący sobie z codzienną rzeczywistością, a nie twardo stąpający po ziemi przyszli lekarze. Okazuje się jednak, że to pochodzący zwykle z inteligenckich lub ciężko pracujących rodzin młodzi adepci sztuki medycznej cierpią aż od 15 do 30% częściej na depresję i różnego typu załamania nerwowe. 

Dlaczego tak często targają się na swoje życie? Specjaliści doszukują się ukrytej przyczyny tak drastycznych zachowań w ogromnej presji, jakiej poddani są młodzi lekarze. Na studia medyczne nie jest łatwo się dostać, a jeszcze trudniej na nich utrzymać - zwłaszcza jeśli samemu opłaca się wysokie czesne. Średnie zadłużenie absolwentów kierunków medycznych wynosi około 180 tys. dolarów. Dodatkowo duża ilość egzaminów oraz bezpośredni kontakt ze śmiercią, chorobami i cierpiącymi ludźmi zostawia trwały ślad na ich psychice. To jednak tylko jedna strona medalu. 

Śmiertelnie niebezpieczne antydepresanty

Przyszli lekarze mają dużo łatwiejszy dostęp do silnie uzależniających antydepresantów. - Koncerny farmaceutyczne robią wszystko, by zatuszować niekorzystne wyniki badań wskazujących, że ich regularne przyjmowanie jest szczególnie niebezpieczne dla młodych ludzi - przekonują przedstawiciele niezależnej organizacji non-profit Nordic Cochrane Centre w Kopenhadze. 

Studenci kierunków medycznych z USA sięgają po Prozak lub jego odpowiedniki, by uśmierzyć ataki lęku przed pierwszymi operacjami przeprowadzanymi na pacjentach, przestać się bać kolejnych egzaminów i lepiej radzić sobie z zaliczeniami skomplikowanych działów medycyny. 

Coraz głośniej mówi się o tym, że koncerny celowo nie publikują wyników badań wskazujących na to, że skutkiem ubocznym stosowania popularnych antydepresantów przez młodych ludzi są napady agresji, ataki przemocy, a przede wszystkim - ogromny wzrost samobójstw. 

Niezależne organizacje już od lat 90. alarmują o związku pomiędzy przyjmowaniem selektywnych inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI) oraz inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny i noradrenaliny (SNRI) a wzrostem samobójstw wśród osób, które (zwykle zupełnie niepotrzebnie) je przyjmowały. Popularność antydepresantów jest jednak na rynku amerykańskim tak duża, że nawet młodzi lekarze nie zdają sobie sprawy ze śmiertelnego zagrożenia, jakie wiąże się z "myleniem" antydepresantów z lekami przeciwbólowymi

______

Redakcja Radio Zet Zdrowie/π