Turystyka aborcyjna. Dokąd jeżdżą Polki przerywające ciążę?

06.10.2016 15:09

Niemcy, Holandia, Austria i Słowacja - to tam najczęściej jeżdżą Polki, które decydują się na aborcję. Płacą nie tylko za zabieg, ale też za milczenie osób towarzyszących im podczas wyjazdu. Donos może grozić karą pozbawienia wolności nawet do 3 lat.

Turystyka aborcyjna. Dokąd jeżdżą Polki przerywające ciążę?

fot. Turystyka aborcyjna

Według danych CBOS doświadczenie z przerywaniem ciąży może mieć za sobą nawet 5,8 mln Polek. Choć według oficjalnych danych podanych dziś przez Ministerstwo Zdrowia w 2015 roku dokonano jedynie 1044 tego typu zabiegów, do legalnej aborcji z powodu gwałtu doszło zaledwie w jednym przypadku.

Szacunkowe statystyki dotyczące tego procederu są jednak wielokrotnie wyższe. Każdego roku może dochodzić nawet do 150 tys. aborcji, które dokonywane są poza granicami naszego kraju. Głównie u naszych najbliższych sąsiadów - w Niemczech, Czechach, na Słowacji (gdzie nie trzeba podawać nawet powodu zabiegu) lub w Holandii zezwalającej na przerwanie ciąży nawet do 22. tygodnia ciąży.

Tuż za naszą granicą, 15 km od Bańskiej Bystrzycy, za cały zabieg, łącznie z transportem z Żywca lub Bielsko-Białej trzeba zapłacić 399 euro. W cenie jest też komfortowy pokój, w którym można odpocząć po operacji, a nawet opieka konsultantek władających językiem polskim.

W Austrii koszty aborcji wahają się na poziomie 490-530 euro, zaś w oddalonym 50 km od Szczecina niemieckim Prenzlau, dr Janusz Rudziński dokonuje aborcji w jednym ze szpitali komunalnych za 450 euro. W prywatnych placówkach koszty są o 100 euro wyższe. Korzystają z nich zarówno Niemki (do 12. tygodnia ciąży), jak i Polki.

Zaraz po tym, jak nasz kraj wszedł do Unii Europejskiej, wśród tamtejszego personelu medycznego trwała dyskusja, czy powinno się odmawiać tego typu zabiegów Polkom, ale ostatecznie uznano, że takie działanie byłoby niehumanitarne.

Prawo ciążenia

prawo ciążenia
fot. Adam Selwood, flickr.com, CC BY 2.0

Jeszcze kilka lat temu dr Rudziński przyjmował w ciągu roku około 350 Polek. Mimo że nie prowadzi żadnej kliniki aborcyjnej,  obecnie ma kilka razy więcej klientek z Polski - nawet ponad tysiąc rocznie. Wszystkie są zainteresowane tylko kwestią przerwania ciąży.

Są wśród nich zarówno panie z ciężkimi chorobami nowotworowymi, nastoletnie panienki przywożone przez własne matki, studentki, panie na stanowiskach, mieszkanki wielkich miast oraz małych wsi. Przekonania religijne nie zawsze mają w tym przypadku najważniejsze znaczenie.

Do polskiego lekarza dokonującego aborcji kilkadziesiąt kilometrów od polskiej granicy zgłaszają się zarówno gorliwe katoliczki, które mają już wielodzietne rodziny i z różnych powodów nie są w stanie zajmować się kolejnym potomstwem, feministki lub przeciętne kobiety, które nie ufają lekarzom w Polsce.

Nieufność jest cechą charakterystyczną wszystkich Polek, które chcą dokonać aborcji poza granicami naszego kraju.

Pacjentki zwyczajnie boją się szczerze porozmawiać z lekarzami, bo nie wiedzą, jakie ma poglądy na kwestię aborcji. Najczęściej ginekolodzy odsyłają pacjentki do innych specjalistów, którzy rzekomo mogliby im pomóc przerwać ciążę, ale najczęściej zwyczajnie odwlekają problem do czasu, aż zabieg ten nie będzie już mógł być legalny.

W świetle obowiązujących przepisów za pomoc w tym procederze może grozić nawet do 3 lat więzienia. Lekarze nie chcą brać na siebie odpowiedzialności za ewentualne problemy prawne. Napór środowisk katolickich jest na tyle duży, że potrafią nawet w małych miastach organizować pikiety kółek różańcowych lub zgromadzenia organizacji Pro life pod zwykłymi gabinetami ginekologicznymi. Specjaliści po prostu nie chcą mieć dodatkowych kłopotów i narażać się na stratę części pacjentek.

Uprzejmie informuję...

aborcja
fot. Kristin Banks, flickr.com, CC By 2.0

Najczęściej prokuratura jest powiadamiana o możliwości popełnienia przestępstwa przez "życzliwe" koleżanki towarzyszące ciężarnym znajomym podczas przerywania ciąży poza granicami naszego kraju. Jeśli tylko dojdzie między nimi do kłótni - a zdarza się to nader często - władze są powiadamiane o niecnym procederze popełnionym w prywatnych klinikach poza Polską.

Nawet wśród najbliższych przyjaciółek dochodzi do szantaży. Drobne nieporozumienia podsycone nadmiarem tłumionych emocji przeradzają się w ogromne awantury, których uczestniczki nie wahają się sięgnąć po wymiar sprawiedliwości. Kto nie chce płacić, ma nad sobą nie tylko problem przerwanej ciąży, ale też procesy sądowe i dodatkowy stres. 

Wśród naszych zachodnich i południowych sąsiadów ten problem w zasadzie nie istnieje. Aborcja nie jest obarczona koniecznością sięgania po zakupione w internecie tabletki poronne (nierzadko pochodzące z Chin), które dla młodych kobiet mogą być śmiertelnym zagrożeniem, a zabiegi przeprowadzone są w cywilizowanych warunkach.

Przerywanie ciąży w Polsce jest obarczone działaniem w pełnej konspiracji. Zabieg, który zaledwie 50 km od Polski należy do standardów medycznych, w naszym kraju jest traktowany jak przestępstwo niemal równie ciężkie jak dzieciobójstwo. 

Po poniedziałkowych Czarnych Marszach, które odbiły się szerokim echem na całym świecie, Parlament Europejski rozpoczął debatę nad zaostrzeniem przepisów aborcyjnych w Polsce. 

Przeczytaj: Jeszcze Pol(s)ka nie zginęła. W kraju trwa Czarny Marsz

Z pierwotnych planów w tej kwestii wycofują się już nawet prawicowi politycy. Po tym jak Senat wczoraj wstrzymał prace nad ustawą dotyczącą tej kwestii, dziś nowy projekt odrzucił nawet polski Sejm. Czy "kobietom w czerni" udało się powstrzymać napór absurdalnych pomysłów władz? Miejmy nadzieję, że to pierwszy krok na drodze do normalności. Niestety kwestię ustalenia definicji tego, co normalne, bezpieczniej jest zaniechać, a najlepiej... zniszczyć w zarodku.

źródło: newsweek.pl
Zagłosuj

Czy Polki powinny mieć możliwość dokonywania legalnej aborcji w Polsce?

abort
fot. Svenja Behnisch, pixaby.com, CC0 Public Domain

____

Redakcja zdrowie.radiozet.pl/π