Porwanie wcześniaka, czyli wielka ucieczka przed... współczesną medycyną?

19.09.2017 12:16

Co bardziej szkodzi dzieciom - poglądy rodziców czy standardy wypracowane przez lata na szpitalnych oddziałach położniczych? Sprawa porwania ze szpitala noworodka, którego nie pozwolono nawet umyć po porodzie, zaszokowała Polskę. "Antyszczepionkowcy" zbierają pieniądze na pomoc prawną dla kontrowersyjnej pary, której sąd odebrał częściowo prawa rodzicielskie, Ministerstwo Sprawiedliwości chce się bliżej przyjrzeć sprawie a główny neonatolog twierdzi, że nie było podstaw do interwencji sądu. Kto ma rację?

Porwanie wcześniaka, czyli wielka ucieczka przed... współczesną medycyną?

fot. VOISIN/PHANIE

Sprawa, którą od kilku dni żyje cała Polska, sprawiła, że kwestia obowiązkowych szczepień noworodków nabrała zupełnie nowego wymiaru. Stanowisko w sprawie zajęli nie tylko "antyszczepionkowcy", ale i wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki oraz prof. Ewa Helwig - konsultant krajowy ds. neonatologii. Co sądzą o tym Polacy? Przedstawiamy różne stanowiska w tej kontrowersyjnej sprawie.

"Antyszczepionkowcy" organizują zbiórkę pieniędzy dla rodziców-porywaczy

Żaden protest "antyszczepionkowców" z pewnością nie przykuł dotąd takiej uwagi mediów jak to, co stało się w białogardzkim szpitalu. Stowarzyszenie Stop NOP zebrało już prawie 30 tys. zł na "pomoc prawną" dla rodziców, którzy porwali ze szpitala własne dziecko. Dla przeciwników obowiązkowych szczepień to, co stało się w Białogardzie, jest podstawą do rozpoczęcia społecznej dyskusji dotyczącej standardów obowiązujących w tej kwestii w Polsce i doskonałą okazją do zainteresowania sprawą odbiorców poza granicami naszego kraju. Coraz głośniej zaczyna się mówić o tym, że udział "antyszczepionkowców" w tej sprawie może wskazywać na to, że to "ustawka" - o czym nieoficjalnie mówią policjanci badający okoliczności tego zdarzenia.

Przeczytaj:  Rodzice porwali wcześniaka ze szpitala. Relacja ordynatora

Zrzut ekranu 2017-09-19 o 10.01.56 1
Zagłosuj

Czy dzieciom bardziej szkodzą szczepionki czy... kontrowersyjne poglądy rodziców? Kto ma prawo do decydowania o ich zdrowiu?

Wiceminister sprawiedliwości ujawnia, co podpowiada mu w tej sprawie... intuicja

Patryk Jaki, wiceszef MS, poprosił o przedstawienie mu akt sprawy noworodka z białogardzkiego szpitala. Jego zdaniem sprawa jest skomplikowana i wymaga wyjaśniania.

Według ordynatora oddziału położniczo-ginekologicznego, rodzice dziewczynki, która urodziła się w białogardzkim szpitalu w 36. tygodniu ciąży, nie wyrażali zgody na podejmowanie przez personel medyczny podstawowych czynności medycznych wobec noworodka. Z tego powodu został zawiadomiony sąd rodzinny i na terenie szpitala przeprowadzono rozprawę sądową. Sąd orzekł o ograniczeniu rodzicom władzy rodzicielskiej w zakresie udzielanych świadczeń medycznych. Gdy pracownik sądu dostarczył do szpitala pismo z postanowieniem sądu, rodzice z dzieckiem opuścili placówkę. Rodziny od piątku poszukuje zachodniopomorska policja.

PrzeczytajPorwanie wcześniaka ze szpitala. Sąd komentuje zarzuty rodziców

Zapytany o komentarz w tej kontrowersyjnej sprawie wiceminister Jaki powiedział, że choć nie zna wszystkich okoliczności tego wydarzenia, to:

"

Intuicja mi podpowiada, że ci rodzice mogą mieć wiele racji (...). Dobrze by było, żeby jednak ci rodzice pokazali się z tym dzieckiem. Jeżeli zostanie zbadane i okaże się, że nic się nie stało, że dziecko jest w dobrym stanie (...), to uważam, że decyzja sądu była absolutnie skandaliczna. "

Jak sam podkreślił - Ministerstwo Sprawiedliwości "próbuje włączyć się w ten spór":

"

My w tym sensie jesteśmy podwładnymi wyroku sądowego, który jest taki, jaki jest. Wiele wskazuje na to, że mógł zapaść, nie po raz pierwszy z resztą w Polsce, pochopnie.

Pamiętajmy, że prawa rodziny są konstytucyjnym fundamentem naszego państwa. Dzieci są własnością rodziców, a nie państwa. "

Brak zaufania do wiedzy medycznej przez wspieranie ruchów antyszczepionkowych?

Komentarz w sprawie stanowiska wiceministra sprawiedliwości w kontrowersyjnej sprawie rodziców-porywaczy za pośrednictwem mediów społecznościowych wyraził Adrian Zandberg. Polityk uważa, że Patryk Jaki "chciałby zbić punkty na podsycaniu przesądów, lęku i braku zaufania do wiedzy medycznej". Jego zdaniem jest to niemoralne.

"

- Jeśli takie postawy upowszechnią się, dojdzie do rozpowszechnienia się chorób, przed którymi chronią szczepionki. Cenę zapłacą dziesiątki tysięcy dzieci. Życiem - twierdzi Zandberg. "

Zrzut ekranu 2017-09-19 o 12.39.04

Lekarze czy rodzice - kto ma prawo do decydowaniu o zdrowiu dzieci?

W sobotę w internecie pojawił się film "Prawdziwa wersja zdarzeń rodziców z Białogardu, których poszukuje policja. Oświadczenie Ojca". Widać na nim częściowo mężczyznę, a na końcu także kobietę karmiącą niemowlę. Ojciec dziecka tłumaczy w nagraniu, że dziecko urodziło się w terminie, a poród odbył bez komplikacji.

PrzeczytajPorwanie wcześniaka ze szpitala. Rodzice wydali oświadczenie

Jak wyjaśnił ojciec dziewczynki porwanej ze szpitala:

"

Nie było żadnego zagrożenia życia i zdrowia naszego dziecka. W dwie i pół godziny po porodzie lekarz poinformował, ze zgłasza nas do sądu rodzinnego, a ja jako tata dziecka zagrażam jego zdrowiu i życiu. "

Mężczyzna twierdzi, że powodem tych działań była odmowa zaszczepienia dziecka w pierwszej dobie życia oraz odmowa podania zastrzyku z witaminą K.

Prokuratura Okręgowa w Koszalinie wszczęła w poniedziałek śledztwo - jest ono prowadzone w sprawie, nikt nie usłyszał zarzutów. Śledczy zbadają, czy postępowanie rodziców mogło narazić dziecko na niebezpieczeństwo.

Śledztwo dotyczy czynu z art. 160 par. 2 Kk, który stanowi, że kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a jest osobą, na której ciąży obowiązek opieki nad narażoną osobą, może ponosić odpowiedzialność karną w wymiarze od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.

Główny konsultant ds. neonatologii: wystarczyło zawiadomić sanepid

W przypadku noworodka z białogardzkiego szpitala nie było podstaw do zgłaszania sprawy sądowi rodzinnemu. Zabrakło cierpliwości i spokojnej rozmowy personelu z rodzicami - twierdzi prof. Ewa Helwich, konsultant krajowy w dziedzinie neonatologii. Jej zdaniem, gdy rodzice odmawiają zaszczepienia dziecka, wystarczy zawiadomienie stacji sanepidu. Sąd rodzinny powinien wkraczać dopiero wtedy, gdy brak zgody opiekunów wykonanie procedury medycznej może zagrażać życiu dziecka.

Jak wyjaśnia prof. Helwich:

"

Z tego co wiem, od konsultanta wojewódzkiego z Zachodniopomorskiego, to dziecko to był, jak my to mówimy "duży wcześniak", czyli dziecko urodzone przed ukończeniem 37. tygodnia ciąży, w związku z czym kwalifikowane jako urodzone przedwcześnie, ale blisko terminu. To nie był taki wcześniak, który by koniecznie wymagał inkubatora, aparatury nadzorującej. "

Szpital w Białogardzie jest placówką o I poziomie referencji i nie mógłby przyjąć porodu bardzo przedwczesnego, ze względu na to, że wymaga to dużej fachowości i specjalnego oddziału intensywnej terapii dla noworodka. Ekspertka wyjawiła, że jej zdaniem:

"

Rodzice rzeczywiście nie chcieli się zgodzić na żadne procedury. Nie chcieli, żeby dziecko było położone pod promiennikiem ciepła, bo promieniowanie może szkodzić, ale zostało położone na pierś mamy i ogrzane przez mamę zaraz po urodzeniu - to bardzo dobrze.

Potem była scysja dotycząca podania witaminy K. W sytuacji kiedy rodzice nie życzą sobie iniekcji można tę witaminę podać doustnie. Z tego, co zdołałam się dowiedzieć, to rodzice obawiali się, że np. w witaminie K jest rtęć. "

Według personelu białogardzkiego szpitala, rodzice nie zgodzili się też na zaszczepienie dziecka w pierwszej dobie życia.

Rozmowa - jedyny sposób na przekonanie rodziców do obowiązkowych szczepień?

Darmowe-szczepionki-przeciwko-pneumokokom-beda-nas-kosztowac-38-mln-zl_article
fot. East News

Prof. Helwich podkreśliła, że z odmową szczepień lekarze spotykają się coraz częściej, jednak - jak dodała - należy w takich sytuacjach "starać się rozmawiać z rodzicami i przekonywać ich, co leży w interesie ich dziecka".

"

- Wiem z doświadczenia, że to tylko zależy od cierpliwości i rozmów z rodzicami, do których trzeba powracać jeśli w pierwszej rozmowie nie udaje nam się ich przekonać. I większość rodziców rezygnuje ze stawiania sprawy żeby nie szczepić dziecka "na ostrzu noża" - mówi profesor. "

- Są jednostki, które wytrwają w tym postanowieniu, to wtedy wystarczy zawiadomienie stacji sanepidu, że rodzice odmawiają szczepień. Zwracamy się niekiedy do sądu rodzinnego, ale tylko wtedy gdy rzeczywiście nie wykonanie jakiejś procedury stanowi bezpośrednie zagrożenie życia dziecka" - podkreśliła ekspertka.

Neonatolog: Dziecko po urodzeniu należy umyć od razu tylko, jeśli matka jest nosicielką HIV

Prof. Helwich przyznała, że mycie dziecka od razu po urodzeniu jest sprawą indywidualną i zależy od wielu czynników.

"

- Mycie dziecka od razu po urodzeniu jest zalecane tylko w szczególnych przypadkach, np. podczas zanieczyszczenia krwią matki. W innych przypadkach nie jest to tak pilne, dziecko można wykąpać po kilku a nawet i po kilkunastu godzinach - wyjaśnia neonatolog. "

Jak dodała, konieczność umycia dziecka po urodzeniu występuje tylko w przypadku, kiedy matka jest nosicielką wirusa HIV.

Podsumowując, prof. Helwich oceniła, że w przypadku sprawy z Białogardu, zabrakło "cierpliwości i spokoju".

"

- W moim przekonaniu, tu nie było powodu do zgłaszania tego aż do sądu rodzinnego, tylko trzeba było cierpliwie z rodzicami rozmawiać - oświadczyła neonatolog. "

Zagłosuj

Kto Twoim zdaniem ma rację w tej sprawie?

Karabinierzy-w-przedszkolach-Wszystko-przez-obowiazkowe-szczepionki_article

fot. East News

___

zdrowie.radiozet.pl/PAP/π