Jak sprawa Charliego Garda zmieniła oblicze współczesnej medycyny?

31.07.2017 18:18

Od dawna żaden przypadek medyczny nie wzbudził takich emocji na całym świecie jak historia nieuleczalnie chorego chłopca, który zmarł w ostatni piątek. Mimo że nie skończył nawet roczku, o jego prawa walczyły tłumy protestujących na ulicach, amerykański prezydent a nawet sam papież Franciszek.

Jak sprawa Charliego Garda zmieniła oblicze współczesnej medycyny?

fot. facebook.com/Charliegardsfight/East News

Primum non nocere, czyli po pierwsze nie szkodzić - łacińska maksyma, którą kierują się lekarze, w przypadku Charliego Garda nabrała zupełnie nowego wymiaru i mocno podzieliła gorliwych obrońców prawa do życia i zwolenników prawa do godnej śmierci.

Rzadka choroba genetyczna, z którą współczesna medycyna nie jest w stanie sobie poradzić, skazała małego chłopca na niewyobrażalne dla maluchów w jego wieku cierpienie.

Opiekujący się nim specjaliści uznali, że skoro nie są w stanie mu dalej pomóc, najrozsądniej jest odłączyć aparaturę podtrzymującą jego funkcje życiowe i po prostu pozwolić mu umrzeć.

Dla rodziców Charliego takie rozwiązanie było nie do przyjęcia. Nie chcieli skazywać własnego syna na śmierć, dlatego postanowili walczyć o utrzymanie go przy życiu w sądzie. Niestety żaden sąd nie chciał pozwolić na spełnienie ich woli. Sprawa trafiła nawet do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, ale wymiar sprawiedliwości nie przychylił się do pobożnego życzenia Connie Yats oraz Chrisa Garda - mamy i taty małego Charliego - i poparł decyzje niższych instancji. 

To właśnie wtedy sprawa zaczęła budzić największe emocje rozpoczynając międzynarodową dyskusję o kierunek rozwoju współczesnej medycyny.

Prawo do życia kontra prawo do śmierci

gard

Podczas kolejnych rozpraw w sprawie Charliego Garda pod sądem gromadziły się tłumy protestujących (fot. East News)

Mimo że nadal lekarze pozostają bezsilni wobec wielu chorób, specjalistyczny sprzęt jest w stanie w niektórych przypadkach stosunkowo długo podtrzymywać funkcje życiowe. Część krajów, w których zalegalizowano prawo do eutanazji, pozwala osobom pełnoletnim na to, by - wedle własnego życzenia - mogli umrzeć. W Wielkiej Brytanii takie praktyki są jednak zakazane.

Dodatkowo sprawa dotyczyła niepełnoletniego dziecka, które samo nie jest w stanie podejmować za siebie żadnych decyzji, dlatego jego dalszy los leży wyłącznie w rękach dorosłych. Lekarze uznali, że cierpienie chłopca uśmierzy tylko szybka śmierć. Jego rodzice nie byli w stanie zaakceptować, że specjaliści chcą pomóc ich dziecku... po prostu je "zabijając". Ustalenie, kto ma rację, nie było więc proste.

Informacja o śmierci Charliego Garda została podana do publicznej wiadomości w piątkowy wieczór - 28 lipca 2017 roku. Tydzień później chłopiec obchodziłby swoje pierwsze urodziny.

Zrzut ekranu 2017-07-31 o 15.26.50

Medycyna w erze cyfrowej

O przypadku Charliego Garda zrobiło się naprawdę głośno, kiedy w zbieranie datków na sfinansowanie innowacyjnej terapii w Stanach Zjednoczonych włączyli się rozemocjonowani internauci. Za pośrednictwem portalu crowdfundingowego udało się zebrać dla chorego chłopca astronomiczną sumę 1,3 mln funtów. Wsparcie okazał mu sam papież Franciszek informując, że modli się za niego.

Watykan ogłosił zaś, że jeden z włoskich szpitali dziecięcych oferuje maluchowi miejsce na oddziale. Przy okazji na jaw wyszło, że w placówce od lat dochodziło do wielu skandali - oszczędzano na znieczuleniu podczas operacji a warunki w wielu salach były nieodpowiednie dla małych pacjentów. Głos w sprawie Charliego przed planowaną wizytą w Europie zabrał nawet Donald Trump - oferując chłopcu bliżej nieokreśloną pomoc.

Opinia publiczna w wielu krajach podzieliła się zaś na zwolenników i przeciwników utrzymania przy życiu nieuleczalnie chorego chłopca. W Stanach Zjednoczonych wielu ludzi uważało za oczywiste, że prawo do decydowania o momencie, w którym zostanie wyłączona aparatura podtrzymująca życie Charliego powinni mieć wyłącznie rodzice chłopca. Amerykańską medycyną rządzą bowiem nieco inne zasady - w większym stopniu zależne od zasobności portfela pacjentów. Jeśli mamy pieniądze - możemy finansować leczenie bliskich tak długo, jak uznamy to za słuszne. Granicą są nasze fundusze i technologiczne możliwości sprzętu medycznego.

W Europie system działa jednak inaczej - większą wagę przykłada się do efektywności terapii. Jeśli lekarze są zgodni, że dana metoda nie przyniesie pożądanych skutków - sądy nie mają podstaw, by wątpić w ich decyzje. 

Emocje kontra fakty

Dramatyczna walka o życie małego Charliego poruszyła ludzi na całym świecie.

Jeśli mielibyśmy się skupić wyłącznie na argumentach naukowych - mimo szczerych chęci wielu ekspertów - nie dało się znaleźć potwierdzenia, że w przypadku Charliego Garda innowacyjne terapie, na które zgromadzono ponad milion funtów, okazałyby się skuteczne. Trudno zaprzeczyć, że lekarze się mylili i rzeczywiście każdy dzień życia narażał małego chłopca na dodatkowe cierpienia. W grę zaczęły jednak wchodzić ogromne emocje - nie tylko rodziców, którzy musieli poradzić sobie z najtrudniejszą w ich życiu decyzją - ale i zwykłych obserwatorów dramatycznej historii chorego chłopca, którą śledziły media na całym świecie.

Kluczowe w tym przypadku pytanie o to, czy o życiu nieuleczalnie chorego dziecka powinni decydować jego rodzice, czy też ważniejsza powinna być opinia lekarzy - nadal nie będzie dawało jasnych odpowiedzi.

Tysiące mniej lub bardziej skomplikowanych przypadków nie zdoła pewnie zyskać podobnej uwagi mediów. Historia Charliego potwierdza jednak tylko to, że współczesna medycyna w miarę rozwoju coraz bardziej będzie musiała liczyć się z opinią rozsianych po całym świecie internautów, którzy są w stanie odwlec decyzje, które z punktu widzenia przeciętnego zjadacza chleba, wydają się zbyt kontrowersyjne.

Zagłosuj

Czy nieuleczalnie chore dziecko powinno być odłączane od aparatury podtrzymującej życie wbrew woli rodziców?

* (Chcesz oglądać filmik z polskimi napisami? Pamiętaj, żeby ustawić opcję tłumaczenia w ustawieniach!)

____

zdrowie.radiozet.pl/π