"Botoks"? Raczej... "Patologia"! Śmiech na sali, mimo poważnego tematu

03.10.2017 19:13

Zanim wybierzesz się na seans - skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą. Ten film jest jak zarazek, który infekuje głupotą i płytkością. Wszystko się jednak zgadza - miał porażać i poraża - tyle że nie ma nic wspólnego z obnażaniem prawdy o polskiej służbie zdrowia.

"Botoks"? Raczej... "Patologia"! Śmiech na sali, mimo poważnego tematu

fot. facebook.com/PatrykVegaOfficial

Szumne zapowiedzi o tym, że "Botoks" wywoła w kraju publiczną dyskusję na temat standardów obowiązujących w polskiej medycynie były stanowczo przesadzone. Nowy film Patryka Vegi ma jednak coś wspólnego z leczeniem. Już po obejrzeniu kilku pierwszych scen może nas rozboleć głowa, albo wzbierze nas na wymioty - w najlepszym razie pobudzimy do aktywności naszą przeponę i dostarczymy sobie nieco endorfin. Większość widzów reaguje bowiem na to, co się dzieje na ekranie, gromkim śmiechem. A jak wiadomo - śmiech to zdrowie - więc temat się zgadza. Reszta nie, ale komu to przeszkadza? Najwyraźniej nie widzom, bo dopisali lepiej niż można było się spodziewać.

W weekend "Botoks" obejrzało ponad 700 tys. Polaków. Reżyser ogłosił zaś, że wszystkie negatywne recenzje są pisane na zlecenie. Jeśli tak jest naprawdę - to czekam na przelew...

700 tys. widzów w pierwszy weekend: "Botoks" z najlepszym kinowym otwarciem 2017 roku

Patryk Vega (a właściwie: Patryk Krzemieniecki) za pośrednictwem mediów społecznościowych ogłosił, że medialna nagonka, która zaczęła się po premierze jego najnowszego "dzieła", jest "niczym innym jak starciem ciemności ze światłem":

"

"Botoks" jest filmem, który rozszerza światło w świecie ogarniętym ciemnością. A to, czego jesteśmy świadkami, jest niczym innym jak starciem ciemności ze światłem. Dlatego miło mi poinformować, że z tej walki wyszliśmy zwycięsko.

"

Najwyraźniej reżyser myli "ciemność" z "ciemnotą", ale nie każdy jest przecież w stanie dostrzec tak wysublimowaną różnicę...

Zrzut ekranu 2017-10-03 o 17.48.19

"Botoks", czyli patologiczny atlas chorób polskiego społeczeństwa

Jeśli ktokolwiek spodziewał się, że "Botoks" będzie miał coś wspólnego z operacjami plastycznymi, to się mylił. Mimo że w filmie wielokrotnie pojawia się temat chirurgii plastycznej, to częściej mamy do czynienia z "plastyką" pochwy, nieudanymi zabiegami ginekologicznymi oraz całym atlasem dolegliwości, o jakich plotkują kierowcy karetek pogotowia czy ratownicy medyczni wzywani do ciekawych przypadków. Powinniśmy się więc przygotować na różne dziwne przedmioty, które wkładają sobie w intymne części ciała pełni wyobraźni Polacy, kopulację z domowymi pupilami, umierające po aborcji płody i wiele innych scen rodem z horrorów klasy B.

Farmaceutyczny "Mięsny jeż"

Koncerny farmaceutyczne, które miały różnić się od mafii tylko tym, że mają większy budżet, na ekranie mają wdzięk Grażyny Szapołowskiej, która z wrodzoną sobie nonszalancją jest w stanie zagrać niemal wszystko. Aktorzy - a właściwie aktorki - to jednak najmniejszy problem "Botoksu". Mimo kulawego scenariusza, żenujących dialogów i chirurgicznej "rzeźni", którą prezentuje się nam przez cały seans, tylko kobiety zdają się wnosić energię i dodawać nieco głębi całości, czyli mocno zakrapianemu alkoholem obrazowi nędzy i rozpaczy ze służbą zdrowia w tle. 

W morzu absurdu, prezentowanego nam w "Botoksie", można jednak znaleźć coś pozytywnego. Czas stracony na film (o dwie godziny za długi) może bowiem nam wyjść na zdrowie. Naukowcom już dawno udało się udowodnić, że najwięcej kalorii traci się oglądając... horrory. "Botoks" oprócz przerażenia budzi u wielu odbiorców śmiech, który łaskocząc naszą przeponę, pozwala nam spalić więcej energii - bilans kaloryczny po jednym seansie może być więc dla wszystkich 700 tys. widzów niezwykle korzystny...

A Wam, jak się podobało?

Zagłosuj

Czy podobał Ci się film "Botoks"?

Skoro - jak zapowiadał filmowy plakat - "leczenie grozi śmiercią", to czym grozi oglądanie "Botoksu"? Chyba lepiej nie wiedzieć...

och

_____

zdrowie.radiozet.pl/π