Revol o akcji ratunkowej pod Nanga Parbat: Przez halucynacje szłam boso

02.02.2018 13:32

- Wydawało mi się, że ludzie przynoszą mi gorącą herbatę i żeby im podziękować powinnam zdjąć but i go oddać - zdradziła agencji AFP Elisabeth Revol. Po pięciu godzinach przebywania boso na śniegu rozwinęły się u niej poważne odmrożenia. Himalaistka twierdzi, że decyzja o pozostawieniu w górach Tomasza Mackiewicza została jej narzucona przez Pakistańczyków kierujących akcją ratunkową.

Revol o akcji ratunkowej pod Nanga Parbat: Przez halucynacje szłam boso

fot. pixaby.com/East News/facebook.com/ElisabethRevolexpe

Francuska himalaistka w pierwszym od czasu przylotu z Pakistanu obszernym wywiadzie udzielonym agencji AFP opowiedziała szczegóły dotyczące akcji ratunkowej pod Nanga Parbat. Dokładnie opisała też objawy wszystkich dolegliwości, z jakimi musiała się zmierzyć zarówno ona, jak i jej towarzysz Tomasz Mackiewicz. Co było najtrudniejszym wyzwaniem dla ich organizmów podczas wspinaczki?

Wielka góra, niezwykła przygoda i gigantyczny dramat

Dla Revol i Mackiewicza była to trzecia wspólna próba wejścia zimą na "zabójczą górę" Nanga Parbat, choć osobno podejmowali podobne wyzwanie już kilka razy wcześniej. Francuzka wspinała się na nią po raz czwarty a Polak - siódmy. Para spotkała się 20 stycznia. Jak potwierdza himalaistka, była to dla niej "niezwykła przygoda, która zmieniła się w dramat".

Zrzut ekranu 2018-02-02 o 13.24.23
fot. Adeel Anwer/flickr.com/CC BY-ND 2.0

Po kilku dniach przy dobrej kondycji parze udało się wspiąć na wysokość 7000 m. Pod Nanga Parbat dotarli około 17.15 i zdecydowali się podjąć próbę wejścia na szczyt jeszcze tego samego dnia, co miało się im udać już po 45 minutach. Niestety właśnie wtedy rozpoczęły się prawdziwe problemy.

Pierwszy wywiad Elisabeth Revol po powrocie do Francji

Początki choroby wysokościowej i ślepoty śnieżnej

Zrzut ekranu 2018-02-02 o 13.14.10
fot. facebook.com/czapkins

Tomek powiedział mi, że nic nie widzi. Nie zostaliśmy na szczycie ani sekundy. To była ucieczka w dół - tłumaczyła Revol. Polak miał jeszcze wtedy trzymać się jej ramienia. Oboje schodzili w dół w ciemności. Potem pojawiły się u niego problemy z oddychaniem.

Nie używał maski, ponieważ w ciągu dnia było trochę mgliście, a po zmroku zaczął mieć problemy ze wzrokiem - potwierdza Revol. Mackiewicz zaczął mieć objawy ślepoty śnieżnej. Wokół jego oczu pojawiło się wyraźne zaczerwienienie z powodu stanu zapalnego. Na dodatek coraz bardziej doskwierała mu choroba wysokościowa. Revol "z rozpaczą w głosie" wyjawiła, że jej partner w pewnym momencie nie mógł już oddychać:

"

Zdjął osłonę, którą miał na ustach i od razu zaczął zamarzać. Jego nos stał się niemal natychmiast biały, podobnie ręce i stopy. "

Próbując osłonić się od morderczego wiatru zatrzymali się na dnie napotkanego po drodze zagłębienia. O świcie Mackiewicz nie miał już sił, żeby wydostać się z tej szczeliny i zejść do obozu. Elisabeth Revol wyjawiła, że rano zaczęła rozumieć, że jej partner może nie wrócić już z tej wyprawy:

"

Krew nie przestawała wyciekać z jego ust. Symptomy ogólnej opuchlizny, będącej ostatnią fazę choroby wysokościowejhipoksji hipobarycznej, która jest konsekwencją przebywania na dużej wysokości i niedotlenienia, wskazywały, że szanse na przeżycie Tomasza są niewielkie. "

Zrzut ekranu 2018-02-02 o 13.14.25

Krew płynąca z ust świadczyła o ostatecznym stadium choroby wysokościowej, przejawiającym się nagromadzeniem płynu w ciele. Himalaistka twierdzi, że zawiadomiła służby ratunkowe, że Tomek nie może już dalej schodzić. Ratownicy mieli jej poradzić, by zeszła na wysokość 6 000 metrów. Mackiewicza z wysokości 7200 metrów miał zabrać śmigłowiec.

To nie była moja decyzja. Została mi narzucona - wyjaśnia Elisabeth Revol tłumacząc, że to organizatorzy akcji ratunkowej polecili jej zejść na dół i zostawić partnera. 

Adam Bielecki o Nanga Parbat: Wyruszenie po Tomka skazałoby Eli na śmierć

Zagłosuj

Czy na miejscu Elisabeth Revol zostawiłabyś/zostawiłbyś Tomasza Mackiewicza?

Dlaczego nie ratowano Tomasza Mackiewicza? 

Halucynacje, przez które chodzi się boso po śniegu

Francuzka liczyła na to, ze pomoc nadejdzie szybko. Nie wzięła ze sobą ani namiotu, ani kołdry. Niestety nie udało się jej spotkać ratowników, dlatego musiała spędzić kolejną noc w szczelinie. To właśnie wtedy pierwszy raz w życiu doświadczyła halucynacji. Wyobraziła sobie, że widzi ludzi, którzy przynoszą jej gorącą herbatę. Była im tak bardzo wdzięczna, że chciała im natychmiast podziękować. Wydawało się jej, że powinna im oddać swój but. Wrażenie to było na tyle realne, że zdjęła go i przez pięć godzin chodziła boso po śniegu.

Zrzut ekranu 2018-02-02 o 02.40.05
fot.Facebook.com/ElisabethRevolExpe

Podczas pobytu w górach, na dużych wysokościach, nasze ciało narażone jest na specyficzne objawy. Z powodu braku wystarczającej ilości tlenu w mózgu może dochodzić do obrzęków, które sprzyjają halucynacjom i tzw. Syndromowi Trzeciej Osoby. Oprócz omamów i zwidów osoby praktykujące wspinaczkę wysokogórską często opisują, że podczas wypraw zdarza się im odczuwać obecność dodatkowej osoby. Przeżycia te wydają się bardzo realne i są na tyle silne, że nierzadko mają charakter mistyczny. Wspinacze czują, że towarzyszy im trudny do opisania byt, który zmusza ich do nieracjonalnych działań. Co ciekawe, psychoza ta ustępuje zazwyczaj po zejściu na niższe wysokości.

Dokładna przyczyna tego zjawiska nie jest poznana, ale eksperci wskazują, że odpowiadają za to zaburzenia w mózgu, do jakich dochodzi na określonych wysokościach. Naukowcy z Austrii i Włoch twierdzą nawet, że psychoza wysokogórska powinna być uznana za nową kategorię medyczną. Swoją teorię opierają na opisach tajemniczych przeżyć (m.in. omamów wzrokowych i dźwiękowych) relacjonowanych w raportach z 83 wypraw w wysokie góry.

Odmrożenia i Syndrom Trzeciej Osoby

Zrzut ekranu 2018-02-02 o 13.15.17

Przez 5 godzin Elisabeth Revol szła boso po śniegu. Cały czas miała wrażenie spotkania z ludźmi, którzy dali jej herbatę i którym musiała się odwdzięczyć... własnym butem. Halucynacje, Syndrom Trzeciej Osoby i psychoza wysokogórska mogły być u niej na tyle silne, że pozwoliły jej gnać do przodu. Nawet bez obuwia. Na dodatek w ekstremalnie niskich temperaturach. To właśnie przez to rozwinęło się u niej tak silne odmrożenia kończyn.

Kobieta wyznała, że słyszała dźwięk śmigłowca. Wiatr był na tyle silny, że nie było szans na to, by samolot do niej dotarł. Obawiała się, że znów będzie musiała spędzić noc w górach, dlatego podjęła wyzwanie zejścia na dół. Po ciemku. Z mokrymi rękawicami i zamarzniętymi stopami. Dopiero około trzeciej nad ranem ujrzała "światełko w tunelu". Była pod takim wrażeniem, że nagle pojawiła się u niej siła, by krzyczeć tak głośno, jak tylko była w stanie. To właśnie wtedy dotarli do niej polscy ratownicy.

Akcja ratunkowa w Nanga Parbat (WIDEO)

Polski Himalaizm Zimowy opublikował za pośrednictwem mediów społecznościowych nagranie z momentu spotkania polskiej ekipy ratunkowej z Francuzką. Elisabeth Revol została przetransportowana do szpitala w Islamabadzie, potem zaś poleciała do Szwajcarii, skąd dotarła do Francji.

Teraz przebywa w szpitalu w Sallanches, u stóp Mont Blanc. Francuscy lekarze będą przez najbliższe dni zabiegać o to, by poradzić sobie z odmrożeniami jej kończyn. Zapewniają, że zrobią wszystko, by nie groziła jej amputacja

źródło: AFP/PAP/BBC

________

zdrowie.radiozet.pl/π

Oceń