Jak żyć z depresją? Melancholia w Polsce i na świecie

23.02.2017 21:25

Samobójców wśród Polaków jest dwa razy więcej niż ofiar wypadków komunikacyjnych. 1,5 mln dorosłych cierpi w naszym kraju na depresję. Leczenie podejmuje tylko co trzeci z nich. Większość cierpi w milczeniu dopóki ich poziom frustracji nie posunie ich do ostatecznych rozwiązań. 

Jak żyć z depresją? Melancholia w Polsce i na świecie

fot. Jak żyć z depresją? Melancholia po polsku

Zwykle bardzo trudno zdiagnozować, dlaczego pogodny dotąd sąsiad z dnia na dzień nagle traci humor, staje się nieco osowiały i przestaje mu się chcieć żyć. Jedni mogą być w melancholijnym nastroju przez długie lata i są w stanie w miarę normalnie funkcjonować. Inni natomiast nie są w stanie okiełznać depresji, która nieleczona może prowadzić do śmierci.

W ciągu kilku ostatnich lat na całym świecie obserwuje się tendencję do zwiększenia liczby pacjentów z objawami depresji. Zjawisko to nasiliło się na początku XXI wieku. Przełom stuleci od zarania dziejów miał wyjątkowe znaczenie dla ludzkości. Zwykle oczekiwano strasznych kataklizmów, uderzenia komet, przelotów meteorów i usilnie wypatrywano wszelkich znaków na niebie i ziemi, które mogły być ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwem dla naszej cywilizacji, co doskonale zobrazował Lars von Trier w "Melancholii". Podobne tendencje, choć w nieco innej formie pojawiały się w niemal wszystkich epokach.

Klub samobójców 

W średniowieczu zaczął pojawiać się motyw dance macabre, czyli tańca śmierci, nieuchronnie czekającej wszystkich ludzi. Romantyczni poeci odbierali sobie życie podczas pełnych patosu pojedynków a pełni twórczej pasji młodopolscy szaleńcy ginęli tak jak Witkacy - albo przedawkowywali leki nasenne, albo przepadali gdzieś bez echa a ich ciała nigdy nie udawało się znaleźć.

Mogłoby się wydawać, że przełom XX i XXI wieku pod tym względem będzie należał do narkomanów-celebrytów i przewrażliwionego na swoim punkcie pokolenia Emo, owładniętego obsesyjną myślą o śmierci. Niestety w naszej części świata na własne życie targają się głównie całkiem niepozorni ludzie, którzy na co dzień żyją tak, jak inni (lub przynajmniej wszystkim tak się wydaje). Seniorzy, emeryci, matki z dziećmi, nastolatki, dojrzali mężczyźni lub niedostrzegające sensu dalszej egzystencji kobiety. Skoro aż dwie trzecie z półtora miliona Polaków, którzy cierpią na depresję nie podejmuje stosownych terapii, wiele wskazuje, że ukrytą przyczyną ogromnej skali samobójstw w ostatnich latach jest nieleczona depresja.

Przez lata w świadomości społecznej funkcjonowało przekonanie, że choroba ta dotyczy ludzi z problemami psychicznymi uniemożliwiającymi przystosowanie się do wyzwań, które stawia przed nimi środowisko, w jakim funkcjonują. Niestety nie zawsze tak jest.

Ukryte przyczyny depresji

Skala samobójstw w wybranych krajach świata

Zrzut ekranu 2017-02-23 o 20.54.10

źródło: WHO

Skala zachorowań na depresję w ostatnich latach wykroczyła poza ramy, w których większość z nas starała się ją zakwalifikować.

Coraz częściej cierpią na nią ludzie około 60 roku życia, zaraz przed lub tuż po przejściu na emeryturę. Wielu z nich odczuwa ogromny stres z powodu konieczności przystosowania się do zmian zawodowych i osobistych.

Nie jest im łatwo dostać nową pracę, jeśli nagle okazuje się, że nie ma dla nich miejsca w zespole, w którym dotąd pracowali. Na dodatek często nie mogą liczyć na bezpośrednie wsparcie bliskich, którzy na co dzień pracują za granicą lub w innych częściach kraju. Długotrwała rozłąka i brak oparcia w rodzinie nie sprzyja szybkiemu powrotowi do zdrowia.

Naukowcy zwracają uwagę także na takie (często bagatelizowane) przyczyny depresji jak... ekspozycja na pleśń. Częste przebywanie w zawilgoconych pomieszczeniach w połączeniu z brakiem dostępu do odpowiedniej ilości światła słonecznego aż o 40 proc. zwiększa ryzyko zachorowania na depresję. Teoria dotycząca specyficznych warunków geograficznych, które sprzyjają poważnym problemom z utrzymaniem równowagi emocjonalnej.

Trudne życie na biegunie

Przez lata na czele rankingów społeczeństw popełniających najwięcej samobójstw znajdowali się zamieszkujący koło podbiegunowe Innuici (niezgodnie z poprawnością polityczną nazywani Eskimosami, co w dosłownym tłumaczeniu ma oznaczać: "jedzących surowe mięso"). 

Odebranie sobie życia na Grenlandii wbrew pozorom wcale nie jest takie proste. Tamtejsi samobójcy wypracowali więc metodę, która w naszej części świata wydaje się zupełnie niezrozumiała. Wchodzą do szafy, która pełni jednocześnie rolę ich trumny.

Ich przejmującą historię sfilmowała Polka - Katarzyna Dąbkowska, autorka dokumentu "Między światami" o mieszkańcach Repulse Bay, osady w której statystycznie najwięcej osób na świecie popełnia samobójstwo.

Wiele wskazuje na to, że noc polarna i długotrwały brak dostępu do promieni słonecznych może tłumaczyć skłonność do tego typu czynów.

Niestety w przypadku Polaków sprawa wydaje się być dużo bardziej skomplikowana. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że z ponad 5,5 tys. Polaków, którzy popełnili samobójstwo w ostatnim roku, ponad 2 tys. stanowili seniorzy z grupy 60+. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że bez odpowiedniego leczenia i wsparcia specjalistów, ich stan z roku na rok może się tylko pogarszać.

Kampania społeczna "Twarze depresji". Nie oceniam. Akceptuję.

___

Redakcja zdrowie.radiozet.pl/π